Gosia... Chalupy... Rozmarzylam sie. Tak pieknie tam. Zatoka, tory, szosa i juz wydmy... Albo tory i szosa odtrotnie? Nie pamietam, ale miejsce przecudne.
A ja wrocilam ze szpitala bo dzwonili co b po recepte przyjsc. Myslalam, ze o to wapno biega co lekarka kazala zrec, i ktore dawno sie skonczylo (kupilam w markecie zwykle, lykane i nawet lepiej i wchodzi niz to paskudztwo o smaku kiepskiej gumy do zucia), a tu zonk. Dostalam Clexane. Opad szczeki delikatny, pierwsze co zrobilam do spytalam za co mnie tak uszczesliwiaja. Ano, profilaktyka - mam wiecej niz 35 lat (serio??), to jest moje wiecej niz 3 dziecko (niech policze...), i mam wysokie BMI (znaczy spasiona jestem, wiem) wiec jestem w grupie ryzyka wystapienia zakrzepicy, a takim sie tu z automatu pakuje Clexane. Babka sie zarzeka na brode Allaha, ze nie bedzie to mialo wplywu na dziecko, ale... nie mam zaufania do tut. sluzby zdrowia. NIe chodzi o dobra lub zla wole a o kompetencje - no, sorry, jesli ktos mnie traktuje jak debila, to pewnie wlasna miarka mierzy. Nie bede ukrywac, ze wizja klucia brzucha do konca ciazy wywoluje u mnie ekstaze - nie jestem maso ani ciut - ale jak trza to trza, tylko nie jestem pewna czy naprawde trza. Nie sadze zeby w Polsce ktos mnie uraczyl takim dobrem... I czy nie zaszkodze malemu? Poza tym lekarka ostro mnie straszyla mozliwoscia krwotoku przy porodzie bo podobno wielorodztwo taka szanse zwieksza, a oni mi laduja lek obnizajacy krzepliwosc... Gdzie to sie kupy trzyma? Oni twierdza ze jedno drugiemu nie wadzi, cokolwiek zbywaja. Wiem, upierdliwy pacjent jestem, lubie wiedziec. W ogole ciezko zdziwiona babka ze ja ten lek znam, ze wiem jak go aplikowac i ze nie potrzebuje instrukcji obslugi. Eh... Tu chyba nie wypada nic wiedziec i o nic pytac.