reklama

Ciąża po 40

Misia, moj najstarszy tak dyndal na cycku non stop. Jak zrobil pol godziny przerwy to bylo super, a w nocy traktowal cycka jak smoczek. No i spalismy sobie razem - on podpiety, ja z glowa na rece podparta, albo i w sciane wbita... Z tym ze na wadze szedl jak czolg, skubaniec - bylo widac ze dba o miche.

A w temacie zwierzat to Wam opowiem numer z wczorajszego wieczoru. Dla przyblizenia - Hino to kotka u mnie od 2 lat z hakiem, ogolnie ok. 4 letnia, z interwencji, tzn, odebrana poprzedniej wlascicielce bo ta sie nad nia znecala. Kota byla bita, przez ponad rok pracowalam nad nia zeby dala sie poglaskac i nie dostawala histerii na widok mopa lub wzietego do reki buta. Jest ostatnio nawet bezczelna, czyli norma. Wczoraj, poznym juz wieczorem, siedzialam jeszcze przy kompie, kiedy Hino zbiegla z gory z alarmem. Ona w ogole gadatliwa jest, ale to byly krotkie, natarczywe miaukniecia, jedno po drugim non stop + krecenie sie niemal wokol wlasnego tylka - do mnie i na schody, do mnie i na schody. Ewidentnie cos chciala pokazac. Poszlam za nia i na gorze poczulam leciutki swad spalenizny. Jakby ktos palil smieci? Taki mieszany dym z drewna, z plastikiem... Zawolalam mlodego (sypialnia z tylu domu) czy czuje, powiedzial ze odrobinke cos zalatuje. W pokoiku dziecinnym mamy otwarte okno, bo tam Klaczek urzadzil sobie awaryjny szczalnik i suszy sie wykladzina - czuc bylo mocno dym, a z okna zobaczylam blyski niebieskich "kogutow". Wiec dluga z domu, bo to gdzies z tylu naszego domu, ale okazalo sie ze pali sie jakas szopa, po drugiej stronie Fox Street. My mieszkamy prawie na rogu Elizabeth i Fox, za naszym domem jest drozka, ktora przecina Fox biegnac rozwnolegle do Elizabeth i to przy tej drozce, wiec nim zupelnie nie zagrazalo.Kot uprzedzil nas o pozarze??
 
reklama
Misia, dzięki :) I okazuje się, że wcale nie był tani, jak sprawdzałam na allegro. Jak tak opowiadasz, to ja ciekawa jestem jak to u mnie będzie - zaczynam się bać czy ja to wszystko ogarnę...
No Kłaczku, z Hino możecie czuć się bezpiecznie, nie potrzebujesz czujki dymowej ;) Kup mu jakiś smakołyk, bo zasłużyło kocisko, chociaż Wam nic nie zagrażało, to gdyby jednak... Mądry kotek :)
Aniu, to ten Twój taki Avent sam jak ten co ja znalazłam, a sporo tańszy - pozwolisz, że skorzystam jakby co ;) I zlituj się kobieto, komodę?!?!? :szok::-D Toż ja na początku nie nosiłam nawet najlżejszych zakupów, wprawdzie trochę krwawiłam, ale komodę? Kochana, uważaj na siebie, proszę.
 
Basiu korzystaj ile wlezie i niech Ci służy:tak: Może trafisz coś jeszcze lepszego i tańszego? W sumie jest 17 stron do przejrzenia, ja ambitnie doszłam do 11 i zrezygnowałam, widziałam też tanie używane ale nie wiem czy to dobry pomysł.

Misia czy po butelce Mlody był spokojny? Mam na mysli mleko modyfikowane z butelki a nie Twoje. Może Ty masz od groma pokarmu, ale mało wartosciowego i mały po prostu jest non stop głodny?

Kłaczek i po co Ci elektronika... masz czujnik w domu :-)
 
Hejka babki!

Basiu - trzymam kciuki za rozwiązanie &&&. Karolinka - super imię, pozdrów ją od e-ciotki.

Kłaczku - wcięło mnie ale wracam jak bumerang :) Miło, że trochę tęsknicie za mną. Ja za Wami też.

A teraz wybaczcie, że walnę przedruk z CPP:

"No to Wam opiszę, jak wyglądały moje wakacje przez ostatnie dwa tygodnie :)

Najpierw pojechaliśmy na tydzień w Bieszczady.
Jechaliśmy w poniedziałek w ogromnym deszczu.
We wtorek lało, więc przesiedzieliśmy cały dzień w domku.
W środę słonko wylazło, więc pojechaliśmy na zaporę solińską. Buldożera straszna! Masa huku, kupa luda, jarmark, karuzele, disco polo w każdej budzie i ludź na ludziu poganiał.
W czwartek ja z moim M wypożyczyliśmy sobie kajak i popłynęliśmy sobie na wycieczkę po Solinie. Dopłynęliśmy do zapory z jednym przystankiem po drodze, potem szybka zapiekanka pod zaporą i ruszyliśmy z powrotem. Dodam, że widoki przepiękne i poza zaporą ludzi nie ma, woda szmaragdowa i zielono dookoła. Słowem głusza, cisza i spokój i my we dwoje w kajaku wiecznie skręcającym w lewo! Znowu przystanek na siusiu i mały oddech i w drogę. Pod koniec ręce na odpadły ale dopłynęliśmy do przystani. jak sięfacet dowiedział, że dopłynęliśmy do zapory, to twarz mu się wydłużyła i stwierdził, że jesteśmy dobrzy zawodnicy, bo to 16 km w jedną stronę! rachunek jest prosty: razem 32 km!
Stwierdziliśmy, że znajomi będą musieli nas poić i karmić, bo ręce mamy niesprawne.
W piątek trzeba było wykończyć dla odmiany nogi, więc weszliśmy najdłuższą drogą na najwyższy szczyt Bieszczad - Tarnicę. To tylko 16 km w obie strony, więc łatwizna :) Widoki przepiękne! Raj na ziemi, tak chyba wygląda niebo.
W sobotę trzeba było odpocząć, więc wybraliśmy się wąskotorową kolejką bieszczadzką na trzygodzinną wycieczkę po okolicy. W drodze powrotnej zaliczyliśmy jeszcze wystawę starych amerykańskich aut z drugiej wojny światowej, którą wypatrzyliśmy z kolejki.
Niedziela była dniem wyjazdu. Mieliśmy wyjeżdżać o 20-tej, więc wdrapaliśmy się jeszcze na Połoninę Wetlińską.
Do domu dotarliśmy w poniedziałek o 1-sze w nocy. Od rana pranie i suszenie i wstępne pakowanie wyprawy motocyklowej.
We wtorek rano dosuszałam jeszcze rzeczy żelazkiem! Spakowaliśmy bambetle na naszego "Labladorka" i w drogę.
My z całym bagażem + waga motocykla to pół tony! W ten sam dzień dotarliśmy okropnymi drogami do Sandomierza. Starówka przepiękna, cud miód i paluszki solone, jak mawia Kłaczek. Poszfędaliśmy się trochę i ruszyliśmy w drogę do Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Tam nocleg i wyprawa na miasto wieczorem. No i znowu jak nie trudno się domyślić - przepięknie.
W środę raniutko wyruszyliśmy do Kozłówki, do pałacu Zamojskich. Wersal w pigułce, polecam! Po zjedzeniu wyśmienitego obiadku w towarzystwie pawia, przechadzającego się po okolicy, wyruszyliśmy w dalszą trasę i dotarliśmy na mazury w okolice Mrągowa a ściślej do Piecek, gdzie zafundowaliśmy sobie nocleg w domku campingowym.
W czwartek po śniadanku na sucho, bo w okolicy nie było czajnika wyruszyliśmy do Gierłoży koło Kętrzyna, do kwatery Hitlera. Trafił się nam super przewodnik, spoko gość, fajnie opowiadał a działy się tam niesamowite rzeczy!
Po posiłku w bunkrze skierowaliśmy nasze dwie oponki w stronę Gdańska, gdzie wylądowaliśmy wieczorkiem. Tam ciocia ugościła nas po królewsku i pognaliśmy oczywiście na stare miasto, które jak nietrudno się domyśleć jest przepiękne!
W piątek na luziku, bo nie trzeba było ze sobą zabierać wszystkich betów, pojechaliśmy do Sztutowa do obozu koncentracyjnego, który zrobił na nas wstrząsające wrażenie. Jeżeli kiedykolwiek, którejkolwiek z was przyjdzie do głowy, że doświadczenia jej życia ją przerastają i że jej źle i niedobrze, to niech pojedzie tam i zobaczy ten ogrom ludzkiego nieszczęścia. Nasze życie, w czasie pokoju jest na prawdę szczęśliwe i spokojne bez względu na wszystko.
Potem dla chwili oddechu pojechaliśmy do Krynicy Morskiej, gdzie wylegliśmy na plażę i poopalali się ździebko.
W sobotę wracaliśmy do domciu ale po drodze zaliczyliśmy jeszcze Toruń i dom Mikołaja Kopernika. Nie muszę zapewne dodawać, że wszystko tam jest zachwycające! Potem już tylko przejazd przez Włocławek, który jest dziurą na mapie drogowej Polski i uwierzcie mi, że to nie w Wąchocku zwijają asfalt, tylko właśnie tam! Dalej Łódź, Katowice, Gliwice i oto jesteśmy :)

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was na śmierć :) Buziole"
 
Dokladnie, anka_d, po co mi elektronika? Musze tylko przetestowac jak bedzie reagowala kota na ryk dziecia.
Zjola, Starowka Sandomierza jest piekna... W podziemiach bylas? A w ogole to ja Ci zazdraszczam wyprawy na motorze i tej Soliny na
kajaku... Skrecal w lewo bo Wy pewnie oboje praworeczni...:-D Sandomierz tez zaliczylismy na motorkach, tyle ze w ubieglym roku - fajny wypadzik byl.
 
Kłaczku - w podziemiach niestety nie byłam, ale nic straconego. Muszę Ci się przyznać, że podjęłam decyzję, że na wiosnę robię prawo jazdy na motor. Podoba mi się Suzuki Savage i ostrzę sobie na nią ząbki. Motorek fajny, cena do wytrzymania. Raz kozie śmierć :)
 
Cześć laski :-) Wróciłam bardzo zadowolona, wypoczęta i choć chowałam się pod parasol to jestem opalona (z wyjatkiem brzusia, które chowałam). Nawet te 11 drogi w moim Sharanie było do przeżycia. Misia kochana tak ci współczuję tej męczarni z karnieniem ale większość moich koleżanek karmiących chłopaczków narzekało, że chłopy to leniuchy i wola jak im się z buttli leje ;-)Trzymaj się kochana. To chyba Gosia pisała o Clexane - kochana ja od początku ciąży walę podskórne zastrzyki, bo niestety zakrzepica szczególnie ta na poziomie mikro może "zatkać" dojście do łożyska i dziecko umiera z głodu. Pisałam wam że straciłam 4 dzieci w tym córcię dzień przed porodem (brak przyczyn medycznych) obecnie lekarze uważają, że to mogło być przyczyną. Kochana wszystko do przeżycia a dla dziecka warto. Mnie już mały fałdek został gdzie moge wbijać igłę bo w nogę tak boli ... Zwierzątka to ja uwielbiam mam dwa psiska i do niedawna 3 koty (niestety odeszło się im) ale wspólpracuje z fundacją Nadzieja na dom więc zapewne za jkieś dwa lata następne kociska zaadoptuję. Jestem jednak bardzo zdystansowana do kotów i psów w sypialni dzieci - znam przypadek gdzie kocur położył sie w nocy na cieplutkim niemowlaku - dziecko zmarło bo sie udusiło. Kocham zwierzaki ale nie wiem co zaraz zrobi moja 6 letnia córka a co dopiero psiak czy kot. Tak więc pieski siedzą w hallu za furteczka i do pokoi nie maja wejścia. One juz wiedzą, że to nasze terytorium. Basiu prześlę Ci zaraz zdjęcia z wakacji :tak:Majuska chyba widziałam fotke z jakimś ślicznym brzusiem to twój?:-)
Mój też rośnie aż mnie skóra swędzi ale wiecie odkąd jestem na diecie ciążowej to schudłam i teraz mam tylko 7,400 kg na plus. Byle Rózia rosła to najważniejsze. Pozdrawiam Was wszystkie i nie poruszam wszystkich wątków bo przyznam, że nie przebrnęłam jeszcze przez połowę a góra prania którą uskuteczniam i pacyfikuję nie pozwoli na to chyba przez 3 dni :-D całusy
 
reklama
Zjola, mojas Ty! Savage jest superasny, zwlaszcza jak ten jeden jego garnek na wolnych obrotach bulgocze... Pychotka. Tez mi sie podoba, ale jakbym miala przebierac, nie wiem czy savage, czy virago 535. Przede wszystkim przy moich parametrach wazne jest zeby motorek byl niski i krotki - zebym siegala koncowkami do gleby i gornymi odnozami spokojnie operowala kierownica, nie plaszczac cyckow na baku. No i zawsze twierdze, ze jak na pierwszy motorek to mniejsze gary - max 250 w pierwszym sezonie wystarczy na oswojenie sie z potworem.
Iwoneczka, dla tego o czym piszesz, twierdze ze zwierzeta z dzieckiem tak, ale pod kontrola. Przeciez nikt nie zagwarantuje, ze kot zlapany za futro i pociagniety (nawet bezwiednie, w ramach odruchu) przez dziecko, nie odwinie sie z pazurami. Ostatnio Klak zlapany za grzbiet (wial przed tabletka jak zwykle) uchlal mnie w reke bez zastanowienia i to jest normalne zachowanie zaskoczonego zwierzaka. O, Ty tez jezdzaca?? Super!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry