Hej hej
Misia - Kubulę ucałuj serdecznie i niech szybciutko zdrowieje, biedaczek. Moja teściowa była wczoraj, odwiedzać wnuka. Umówiła się, że wpadnie w porze kolacji. To znaczy, że wtedy należy po nią jechać i przywieźć. Poganianie i dopytywanie "kiedyż wreszcie..." zaczęło się jeszcze przed południem. Za to o dziwo nie miała sraczki tym razem, a nawet zareagowała oburzeniem na uwagę żeby czegoś tam raczej nie jadła, bo dostanie sraczki.
Maks postanowił roztoczyć przed babcią pełnię możliwości. Biegał, kwiczał przenikliwie, zamiatał, kradł biszkopty, straszył kota, wsypał sobie za kołnierz jakieś pół kilo piachu, usiłował urwać firanki, trzaskał szafkami i szufladami i było go wszędzie pełno.
Dziś obudziliśmy się o 7.30! Maksymilian Edgar łaskawie dał pospać w niedzielę. Wyglądało, że będzie słońce, więc został ubrany w nowe szorty z tygrysem - chodził dumny jak paw, co chwila sprawdzał czy tygrys jest na miejscu i wygłaszał do niego długie przemowy. Niestety, pogoda się schrzaniła i trzeba się było przebrać.
Majuska pytałaś o bataty - kupuję w almie, zwanej również fan - clubem Maksa ( w najbliższej nas almie jest traktowany jak gwiazda przez wszystkie ekspedientki i kasjerki i niestety już obserwuję gwiazdorskie maniery i swego rodzaju zblazowanie). Na zlot przywiozę i zrobimy wielką pizzę dla małych ludzików, dobra ?
Anko - no to fajnie. Ja jestem tak przywiązana do moich konkretnych narzędzi kuchennych, że strasznie trudno mi się gotuje bez nich, na przykład w czyjejś kuchni. Dobrze mieć własne rupiecie. Ale najważniejszą rzeczą w kuchni jest pies, zwłaszcza jak się ma dziecko. No ja wiem, że Wanda nie brudzi, ale jak wywieźliśmy Maksia do stolicy i dwie doby karmiłam go bez psa pod krzesełkiem, to aż mi było głupio że on tak strasznie świni.