reklama

Ciąża po 40

A my niby mamy kablówkę, ale też jak jest burza, to część kanałów nie działa. Satelita niestety odpada, bo nie pozwalają wieszać na elewacji a balkon mamy ze złej strony, a z kablówek do wyboru mamy tę jedną, którą mamy. Cóż, uroki mieszkania na wsi ;)
Aniu, coraz bardziej tego ogródka Ci zazdroszczę, chociaż w sumie i trawnik by mi wystarczył z kilkoma drzewami :) Ale to prawda, że co własne to własne - u nas mama zawsze robiła przetwory, ja też się staram, no w tym roku jakoś tak mi się nie chciało... Ale lubię mieć własne przetwory, z kupionych warzyw, bo z kupionych, ale jednak własne. A grzyby zawsze tata robi - nikt nie robi tak dobrych jak on... Mmmmm...
 
reklama
Basiu zlituj się, nie wiesz co to znaczy posiadać trawnik :)) koszenie co 4 dni murowane bo inaczej wygląda jak dzika puszcza, drzewa trzeba przycinać i obierać owoce, bo jak opadną to gniją na tym ślicznym trawniku :)) Żartuję, ale tak naprawdę to koszmar roboty jest aby to wszystko utrzymać w ładzie i składzie. Warzywnik trzeba opielić, przerwać jarzynki, potem pozbierać i czyścić, mrozić, zamykać w słoje. W tym roku orzechy mi odpadły ze zbieraniem i suszeniem, bo majowy mróz wykończył wszystkie kwiaty i nie ma ani jednej sztuki na drzewie.
Szczycę się tym, że moje owoce i warzywa nie są niczym pryskane. Samo zdrowie i uroda. Sąsiedzi wokół pryskają a ja uparcie odmawiam współpracy z nawozami i opryskami. Wolę mieć mniejszą marchewkę czy ogórka, ale za to zdrowe.
 
Znaczy wiesz Aniu, część trawnika można urządzić jako "dziką łąkę" włącznie z posadzeniem odpowiednich bylin. A na serio to teraz kosiarki są, więc to nie problem kilka arów skosić - mój P marzy o takiej kosiarce co to się na nią wsiada - gdyby miał domek to zaraz by taka nabył ;)
Ze świeżych orzechów mój tata robi orzechówkę - na żołądek :) Pychota :) W tym roku też. A niepryskane warzywa i owoce to skarb prawdziwy - pamiętam jak moja bratowa kilka lat temu chodziła po placu i szukała co brzydszych egzemplarzy dla dziecka - takie niewyrośnięte, poskręcane czy nadgryzione przez robaczka może sugerować, że rzeczywiście bez nawozu lub z niewielką jego ilością. Też tak będę robić :)
 
Wiem Basiu, wiem :) Ziemię mamy podzieloną na obszary:
1. 5 arów ślicznego trawnika
2. 2 ary grządek
3. 3 ary sadu
4. 2 ary kwiatów
5. 12 arów dzikiej koszonej łąki
6. 25 arów zarośniętego chwastami ugoru
Od trzech lat udało nam się tyle zrobić i ciagle końca nie widać... Robert chce sobie na tych 25 arach staw wykopać, oczywiście nie taki wielki ale łatwiej będzie wtedy "obkosić" dookoła stawu bo jakby mniej :)
Kosiarki-traktorki są świetne ale kosztują około 4 tys zł wzwyż więc my kosimy wszystko zwykłą spalinową. Jakoś się daje radę rozłożywszy pracę na 2 dni. Koło bylin też się krzątam, bo chociaż same rosną to trzeba je przyciąc, uformować, lekko wypielić, oberwać suche kwiaty czy liście. W przyszłym roku powinniśmy mieć już swoje winogrona. A co do robaków to świeta racja... w pryskane robal nie wejdzie więc jak szukać jarzyn to najlepiej u takich babuleniek na targu albo nieunijnych wymiarami:-) Zresztą takie jarzyny czy owoce zupełnie inaczej pachną... jak w czasach naszego dzieciństwa gdy jabłko pachniało jabłkiem a zielonego ogórka czuć było dwa piętra niżej:)
A tak na marginesie to Robert zaczął budować wędzarnię i chyba za miesiąc już swoje wędliny będziemy mieć, bo niedaleko jest ubojnia i mozna prosiątko kupić w granicy 350 zł za całą świnkę i jeszcze ją rozbiorą i podzielą! Poza tym kury mamy swoje, kilka sztuk ale jajek pod dostatkiem bo tylko na jajka je trzymamy i to co zniosą zupełnie wystarczy bo są 3 jaja dziennie :)
 
To całkiem sporo tych arów :)
Pod Krakowem to nas by było stać na tak do 10 arów, lub mniej. Sprawdzaliśmy już. Pracę mamy w Krakowie, więc za daleko wyprowadzać się nie możemy, chyba, że na emeryturze - to tak :)
A z obkaszaniem stawu, to jak będzie miał gładkie brzegi to owszem, ale jak już posadzicie jakieś rośliny (a pieknie wygląda staw z roślinkami ;)) to już trudniej będzie.
Mi krzątanie przy roślinach by nie przeszkadzało - lubię rośliny. W domu nie mam zbyt wiele ze względu na brak miejsca ale staram się dbać o nie, bo lubię kiedy ładnie rosną.
Wiesz, z tych "naszych czasów" to ja najbardziej żałuję pomidorów - bo uwielbiam, a teraz nawet te w ogródkach hodowane to inne odmiany. Jedynie w Lidlu ostatnio kupujemy takie małe - i one mi przypominają te z "tamtych czasow"
W moim małym ogródku to ja bym kwiatki pewnie miała... i pomidorki może :) I jakieś drzewka owocowe...
Mój tata, podobnie jak Twój Robert robi wędliny, ale tylko czasem, bo mieszkają też w bloku i tylko jak jedzie do swoich rodziców to ma tam wędzarnię. Ale smak takich wędlin - niepowtarzalny. Zdolnego masz męża :)
 
cześć dziewczyny:)
ja od rana walczyłam z badaniami a konkretnie z wypiciem glukozy! masakra jakaś jak dojechałam do domu to jakieś zimne poty mnie oblały i myślałam że już po sąsiadkę będę dzwonić - powinni powiedzieć że jest taki zjazd po 3 godzinach!!
mam tylko nadzieję że cukrzycy nie będzie
Anka ale tam u ciebie to sielsko-anielsko musi być!! ale też i pracy w takim ogródku....wiem bo mam kawałeczek i już coś tam zawsze trzeba poskubać:) a tym że nie jesz mięsa to się nie martw zupełnie! bo mnie do tej pory trzyma ten odrzut. Moja gin mówi że to nic nie szkodzi:) i faktycznie morfo do tej pory mam wzorcową a nadrabiam w warzywach i nabiale.
a co do wędlin to mój teść nam robi wędliny tak 2x do roku i mam pełną zamrażarkę.....ale wiecie że moje dziewczyny to najchętniej jedzą najpodlejszą konserwową z marketu!!

a i jeszcze Wam napiszę że "chybaHania" będzie a na drugie "chybaMaria":-)
 
Ostatnia edycja:
Gosia - ja tez dzisiaj rano bylam na krzywej cukrowej, napoik wchlonelam w 30 sekund w nadziei ze wypije zanim smak poczuje. Ohyda.

misia - przez 12 tygodni po porodzie, jak bylam na macierzynskim, to tez tylko ja wstawalam do malej bo maz musial byc wypoczety do pracy. Jak nie pracowalam to bylo ok, wiadomo ze on musi sie wyspac. Ale jak wrocilam do pracy to taki mi numer raz wywinal, i do dzis mu wypominam - dziecko sie budzi, ja je karmie, co zajmowalo chyba z pol godziny przynajmniej. Oczekiwalam ze po tych 30 minutach z hakiem moj maz kochany przewinie dziecko i polozy spac, zebym ja tez sie mogla wyspac, bo w koncu rano do pracy. Ale jak tylko zaczelam karmic moj kochany stwierdzil ze idzie spac do goscinnej sypialni bo mala strasznie glosno je i on sie nie moze wyspac. :wściekła/y:

Ogrodka to bym nie chciala miec, bo nie lubie w ziemi grzebac, ale wlasne owoce i warzywa to by sie chcialo. Wiecie dziewczyny, ja w zyciu zadnego przetworu nie zrobilam, bo tu sie naprawde nie oplaca jak sie nie ma wlasnych warzyw, ale pamietam jak i moja mama i babcia zawsze robily, i takie "swojskie" to jednak innaczej smakuja. Chcialabym choc raz sprobowac jak to sie robi.

Moj maz od rana sie piekli, bo kupilismy pralke i suszarke i dzisiaj w koncu, po tygodniu dostarczyli. Pralka czerwona a suszarka biala. Pan co wypisywal zamowienie chyba spal, no jak mu przyszlo do glowy ze ktos by chcial miec je w dwoch roznych kolorach. No i teraz nam mowia ze znowu trzeba czekac tydzien. A sterta prania coraz wieksza...
 
Ewunia, zawsze możesz spróbować jakiś przetwór zrobić, ja mam przepis na super sałatkę, jak chcesz to Ci podrzucę ;) Nie musisz przecież od razu całej spiżarki zapełniać, tylko hobbistycznie - np. 5 słoiczków. Ja tą moją bardzo lubię i zresztą smakuje wszystkim. A co do pralki i suszarki - kochana postaw białą z lewej a czerwoną z prawej i masz barwy narodowe:-D:-D:-D Może w sklepie wiedzieli?
Gosiu, ja nie miałam żadnych odjazdów a glukozę piłam 2 razy - może jesteś bardziej wrażliwa na te świństwa. A dzieci przeważnie lubią sklepowe jedzenie. Pamiętam, jak byłam mała, to mama gotowała pyszne zapewne kompoty a my i tak woleliśmy oranżadę albo pepsi. Dzisiaj na szczęście za słodkimi napojami nie przepadam ale do oranżady, która od jakiegoś czasu jest w sklepach, mam sentyment (chociaż pewnie nie jest taka sama jak dawniej)

Ja mogę śmiało napisać, że nasza dziewczynka to już nie "chybaKarolinka" tylko "prawienapewnoKarolinka" a na drugie Wiktoria :)

Dziewczyny, kiedy macie wyniki?
 
Basiu - mysmy ta suszarke chcieli wstawic na pralke, co wlasciwie byloby nawet lepiej jako barwy narodowe, bo czerwone na dole a biale na gorze. Tylko ze wtedy nie widac od razu ze to komplet, wiec jednak zamieniamy.

A przetwory to chyba kiedys sprobuje. Najbardziej to bym chciala sprobowac grzybki w occie zrobic. Tylko problem taki, ze na grzyby to sie tu za bardzo nie da pojechac, bo nawet jakbym wiedziala gdzie, to bym nie wiedziala co zbierac. W Polsce to wiedzialam i to dobrze, ale tu flora inna i inne grzyby rosna i ja nie bede ryzykowac czy to naprawde jest podgrzybek, czy tylko cos co wyglada jak podgrzybek. A kurki w sklepie ok 60 dolcow za kilogram.
Moze lepiej zrobie jakies ogorki. Moja mama robila takie pikle, pamietam ze moczyla ogorki pociete w pasy w occie przez pare dni az calkiem zbielaly. Bardzo byly potem octowe, ale to byly moje ulubione i nigdzie tu takich do kupienia nie widzialam. Wiec moze kiedys sprobuje, jak znajde przepis.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry