Dziewczyny, niestety, nie ma tak, ze tylko kwiatki kwitna i ptaszki spiewaja...
Wstalam w dobrym nastroju i wypoczeta (tamten tydzien byl jakis ciezki) z nadzieja, ze wracam do swiata zdrowych doroslych. Jakies porzadeczki male zaplanowalam, aktywnosc towarzyska, a tu znowu plamienia

.
Ja juz nie wiem co mam robic: caly ubiegly tydzien siedzialam w domu, oszczedzalam sie, a moj najwiekszy wysilek to byly spacerki takie polgodzinne. Specjalnie wychodzilam zeby sie dotlenic i pobudzic troche krazenie. Brzuch mnie jednak pobolewal i twardnial. Na spacery chodzilam mniej wiecej co drugi dzien, a wczoraj bylam na dzialce (jazda samochodem, cos tam posadzilam, ale glownie siedzialam), bo juz w xomu nie moge wytrzymac.
No i wczoraj lekkie plamienie i dzisiaj tez i tak od tygodnia, w kratke.
Bylam u lekarza w srode: z Maluszkiem wszystko ok, szyjka zamknieta, łozysko ok.
Nawet pytalam lekarke czy to nie od acardu, ale powiedziala, ze jesli nawet to i tak powinnam brac acard jako profilaktyke powiklan ze wzgledu na wiek.
Czy ktoras z Was tak miala? Bo zaczynam sie martwic. Mysle o jakiejs dodatkowej konsultacji u jakiegos profesora albo innego lekarza specjalisty od dojrzalych matek. Jutro ide na echo serca Malego, ale to specjalistka od serduszka a nie od ginekologii wiec nawet nie wiem czy jest sens podejmowac z nia temat.