Majuska ..tia.. takie sny to ja już miewałam. Jak to nie narzekam ? Mam wrażenie ze nic innego nie robię
Moze ja po prostu taka emocjonalna jestem, że więcej przezywam niż to wszystko jest warte ? Moze się przyzwyczaiłam ze jestem pingwinem ?

Moze tak naprawdę nie czuje się aż tak źle , tylko lubię robić zamieszanie w koło siebie ? Haha, mój J. mówi ze porodu mojego się nie boi, dziecka w naszym życiu tez nie, ale najbardziej boi się mojego zamieszania wokół tego porodu. Wczoraj pytał gdzie jego ulubione skarpetki. Pytałam a po co mu ta wiedza. Odpowiedział ze jak się zacznie to on musi mieć wszystko pod ręką aby od razu mnie do szpitala wieźć

Wczoraj Jarek chciał się zakładać ze mną o stówę , ze w przyszłym tygodniu urodzę

Mi takie pierdoły po głowie chodzą : żeby tylko nie w nocy bo położne będą wkurzone a ja nieprzytomna i żeby tylko nie w weekend bo będzie mało personelu i oby najlepiej zaczęło sie nad ranem abym zdążyła się wykapać, przygotować , i żeby obym zdążyła spotkać sie z koleżanka która przyjeżdża z Niemiec na kilka dni i zatrzyma sie w Słupsku i żebym jeszcze zdążyła podpisać jeden wniosek kredytowy na zakup działki budowlanej z klientami

Takie podejście mam w ciągu dnia. Wieczorami gdy już jestem umęczona nie myślę i jest mi wszystko jedno aby było już po wszystkim.Dobrze ze mam Was i Facebookowe gry - to mi pomaga nie analizować co sie moze zdarzyć .
Jeszcze jutro wizyta u Ginekologa , moze cos juz sie zczelo u mnnie. Juz tak kombinowalam ze gdyby Julka pomyslala i chciala wczesniej to zawsze 150 zaoszczedzamy na wizycie. Widac ona ma to w d..uszy
