Sandy40
Fanka BB :)
Nie przywitałam się -więc teraz się poprawiam .
Witajcie.
Moje uroki ciąży dają się we znaki ,tylko kurka wodna czemu tak wczesną porą ,już od 4.30 modle się do kibelka.
Co do karmienia piersią -pierwszej nie karmiłam-zero pokarmu ,ja jak sę śladowo pojawił to śmierdział lekami które dostałam ,jak mnie ratowali po porodzie.
Po urodzeniu drugiej -przez 3 tygodnie odciągałam jednorazowo po 20 ml -aż wstyd było jechać z tym na OIOM -udo małej -ale ordynator tego oddziału uparł się ,że nawet jak będzie tylko 5 ml to i tak przywieść małej.
Dzień przed wypisem malutkiej kazał mi przyjechać na karmienie -więc ja pewna ,że dadzą jej mój odciągnięty pokarm -a tu szok-mówią proszę przygotować pierś będzie pani karmić-więc dostawiłam ją do piersi -raz mlasnęła i w kimonko.
.Gdy wyszła do domu ja nastawiałam budzik bo miała jeść co 3 godziny-podłączałam się do odciągacza ,a do reszty porcji dorabiałam bebilonu..a gdy zapłakała miałam dostawić do piersi
Równo miesiąc pracowałam jak pod dyktando budzika,laktatora.
Minął miesiąc -chrzciny na 11 w kościele ,teściowa pomagała w kuchni ,chłop pilnował starszej i malutkiej- tyle co nakarmionej ,a ta jak nie zacznie wrzeszczeć -ani smoczek ,ani pipetką glukoza nie pomaga ,więc decyzja dostawiam do pustej piersi.
UFF, zasnęła ,wiec zbieramy się do kościoła.
Z chrzcin pamiętam tylko Alicję ,która cały dzień prawie "wisiała " przy cycu ,nie chciała bebilonu butelką.
A od 3 w nocy walka z nawałem mlecznym-[wystąpiła relaktacja].
Miałam tyle pokarmu ,że Ala jadła w pozycji prawie pionowej ,bo pokarm lał się strumieniami-karmiłam 17 -m-cy.
A teraz teoretycznie -trzeba trafić na naprawdę dobrą osobę z pogotowia laktacyjnego -bo upieranie się osoby wspomagającej przy karmieniu naturalnym na siłę wzmaga tylko stres u mamy ,która przecież ma chęci do naturalnego karmienia ,a to że ta laktacja jest taka a nie inna to przecież nie jest jej wina.-być może znieczulenia ,chorób współistniejących i ruszy z opóźnieniem
Często dostawiać ,być może laktacja zostanie pobudzona ,ale też nie pozwolić sobie na dyskomfort psychiczny ,nakarmić sztuczną mieszanką ,-może nie w pełnej dawce żywieniowej ,ale dokarmić -by nie mieć "stresa" ,że płacze bobas bo głodny.
Szkolenia dla osób propagujących naturalne karmienie[byłam na takich 3-ch -mam uprawnienia do wspomagania karmiących],to tylko pic na wodę -nic tylko dostawiać ,dostawiać ,nie poić ,nie dokarmiać--toż to po takim podejściu można wpaść w deprechę poporodową-i jak właśnie trafi się na fanatycznego konsultanta laktacyjnego toż to nie pomoże mamie ,a tylko pogorszy sprawę.
Co mogę poradzić -chyba tylko stare sposoby-łuski kakaowe ,i zioła wspomagające laktację [ są w saszetkach],a nie rozpuszczalną herbatkę dla mam karmiących..,no i jeśli jest w domu laktator to umiarkowane pobudzanie piersi .
Ale wybór zawsze :-)należy do mamy ,bo przecież to ona ma mieć siłę by opiekować się swoim maluszkiem.
Powodzenia
Witajcie.
Moje uroki ciąży dają się we znaki ,tylko kurka wodna czemu tak wczesną porą ,już od 4.30 modle się do kibelka.
Co do karmienia piersią -pierwszej nie karmiłam-zero pokarmu ,ja jak sę śladowo pojawił to śmierdział lekami które dostałam ,jak mnie ratowali po porodzie.
Po urodzeniu drugiej -przez 3 tygodnie odciągałam jednorazowo po 20 ml -aż wstyd było jechać z tym na OIOM -udo małej -ale ordynator tego oddziału uparł się ,że nawet jak będzie tylko 5 ml to i tak przywieść małej.
Dzień przed wypisem malutkiej kazał mi przyjechać na karmienie -więc ja pewna ,że dadzą jej mój odciągnięty pokarm -a tu szok-mówią proszę przygotować pierś będzie pani karmić-więc dostawiłam ją do piersi -raz mlasnęła i w kimonko.
.Gdy wyszła do domu ja nastawiałam budzik bo miała jeść co 3 godziny-podłączałam się do odciągacza ,a do reszty porcji dorabiałam bebilonu..a gdy zapłakała miałam dostawić do piersi
Równo miesiąc pracowałam jak pod dyktando budzika,laktatora.
Minął miesiąc -chrzciny na 11 w kościele ,teściowa pomagała w kuchni ,chłop pilnował starszej i malutkiej- tyle co nakarmionej ,a ta jak nie zacznie wrzeszczeć -ani smoczek ,ani pipetką glukoza nie pomaga ,więc decyzja dostawiam do pustej piersi.
UFF, zasnęła ,wiec zbieramy się do kościoła.
Z chrzcin pamiętam tylko Alicję ,która cały dzień prawie "wisiała " przy cycu ,nie chciała bebilonu butelką.
A od 3 w nocy walka z nawałem mlecznym-[wystąpiła relaktacja].
Miałam tyle pokarmu ,że Ala jadła w pozycji prawie pionowej ,bo pokarm lał się strumieniami-karmiłam 17 -m-cy.
A teraz teoretycznie -trzeba trafić na naprawdę dobrą osobę z pogotowia laktacyjnego -bo upieranie się osoby wspomagającej przy karmieniu naturalnym na siłę wzmaga tylko stres u mamy ,która przecież ma chęci do naturalnego karmienia ,a to że ta laktacja jest taka a nie inna to przecież nie jest jej wina.-być może znieczulenia ,chorób współistniejących i ruszy z opóźnieniem
Często dostawiać ,być może laktacja zostanie pobudzona ,ale też nie pozwolić sobie na dyskomfort psychiczny ,nakarmić sztuczną mieszanką ,-może nie w pełnej dawce żywieniowej ,ale dokarmić -by nie mieć "stresa" ,że płacze bobas bo głodny.
Szkolenia dla osób propagujących naturalne karmienie[byłam na takich 3-ch -mam uprawnienia do wspomagania karmiących],to tylko pic na wodę -nic tylko dostawiać ,dostawiać ,nie poić ,nie dokarmiać--toż to po takim podejściu można wpaść w deprechę poporodową-i jak właśnie trafi się na fanatycznego konsultanta laktacyjnego toż to nie pomoże mamie ,a tylko pogorszy sprawę.
Co mogę poradzić -chyba tylko stare sposoby-łuski kakaowe ,i zioła wspomagające laktację [ są w saszetkach],a nie rozpuszczalną herbatkę dla mam karmiących..,no i jeśli jest w domu laktator to umiarkowane pobudzanie piersi .
Ale wybór zawsze :-)należy do mamy ,bo przecież to ona ma mieć siłę by opiekować się swoim maluszkiem.
Powodzenia
to dziecię robi w okolicach 8 miesiąca i jest to przygotowanie do wstawania ... i jak napisała Marzenka dziecię siada ok. 8 miesiąca jak nie siada to jest powód do niepokoju, do tego momentu wielki luz. Nie obstawiamy dzieciaków poduchami, wałkami ...