A czy ja wiem? Fakt, ze ja przeziebiona, wiec cienki, ale jednak sweterek, Karol dzis w body z dlugim rekawem, jeansach i skarpetkach, ale jak mu na chwile zdjelam skarpety to momentalnie stopki mial lodowate... No AZ tak cieplo to chyba jednak nie jest...
Tymczasem wiosna odkrywa to, co jednak zakryte byc powinno. Dzis na spacerku mnie zmiotlo i zdmuchnelo calkiem, ze slowami poety sie wyraze... Otoz moda nastala na takie kombinezoniki z cienkiej bawelny "podkoszulkowej" - spodnie dlugie, takie troche szarawary i gora minimalistyczna, znaczy sie rurka nad cycki - a ze wiosna i cieplo, i wylegla brac w co bardziej letnich przyodzewkach to i takowe kombinezoniki pojawily sie na ulicach. No i ide ja sobie wozek popychajac, kiedy zza wegla wyniklo i przedemna defilowac jelo zjawisko - ani chybi angielskie bo zadna inna nacja takim bezkrytycyzmem co do swej osoby popisac sie chyba nie umie... Zjawisko plci bylo zenskiej, parametrow mniej wiecej moich, czyli rozm. 20, po polsku 48, cyc nie tyle duzy co zwisly, dupsko... nooo... Dupsko po prostu okaz. I w takim ze wlasnie kombinezoniku barwy cynamonowej gwiazduje... Patrze ja i wzroku oderwac nie moge od tych posladow hipnotycznie przewalajacych sie gora-dol-gora-dol, z przytupem i podskokiem, bogato porytych cellulitem, ktore to poslady niesmialo rozdzielaja ginace w otchlani rowa czarne stringi. Czemu czarne? Nie wiem, ale tak przeswitywaly, ze watpliwosci nie pozostawialy. Zeby nie bylo - nie natrzasam sie z gabarytow bo przyganialby kociol garnkowi, ale w tym ubranku, taka szalupa... Sorry!
