katrina115
Potrójna Mama
misia - moja miłość do chodaków tez była okupiona krwią i to dosłownie... pierwsze po raz pierwszy założyłam w 97 roku - to był pierwszy dzień w pracy po powodzi, niestety nie jeździły wtedy tramwaje ani autobusy i po powrocie na pieszo do domu okazało się, że nie dość, że porobiły mi sie pęcherze, to one juz sie pozdzierały i zostały mi na stopach otwarte rany.
Oczywiście buty poszły w odstawkę, ale po wygojeniu sie stóp dostały druga szansę i okazało sie, że ten jeden raz wystarczył, żeby idealnie dopasowały sie do nogi. I tak nasza wzajemna "miłość" kwitła do czasu wskoczenia w kozaki. A na wiosnę przeprosiny i powrót do siebie... co prawda na okres lata zmieniałam je na sandałki, ale właściwie to tylko te były takie uniwersalne.
Oczywiście buty poszły w odstawkę, ale po wygojeniu sie stóp dostały druga szansę i okazało sie, że ten jeden raz wystarczył, żeby idealnie dopasowały sie do nogi. I tak nasza wzajemna "miłość" kwitła do czasu wskoczenia w kozaki. A na wiosnę przeprosiny i powrót do siebie... co prawda na okres lata zmieniałam je na sandałki, ale właściwie to tylko te były takie uniwersalne.
Wstałam i tradycyjnie kiwam się nad kawą
. Ale tak serio to albo przed świętami (wątpię