tekla23
Fanka BB :)
akasha... ja wiem, że to nie jest takie proste... sama koszmarnie się denerwowałam, jak trafiłam do szpitala, ryczałam jak bóbr a to już był 20tydzień... dzieciaczki wszystko wyczuwały... jak to jedna z położnych stwierdziła "mam nie ryczeć bo niezłą jazdę robię dzieciakom w brzuchu" ale wytrwałam 3 tygodnie na oddziale... i to przez te cholerne nerwy dostałam skurczy... jeszcze w ten straszny dzień rano rozmawiałam przez telefon z jedną z położnych, która była "do rany przyłóż" która była milion razy lepsza od pani psycholog, z którą po rozmowie myślałam, że się zaryczę... i ta położna mówiła , żebym tylko się nie denerwowała bo dostane skurczy... żebym była spokojna... a tutaj wszystko się zeszło... wszystkie położne były super, ale akurat w ten dzień miała dyżur taka jedna, która była wyjątkiem... straszna jędza, miałam nie miłe przygody z nią w ten dzień, super koleżanka z sali poszła na porodówkę, bo KTG źle wychodziło (za niskie tętno dzieciaczka), nasiliło się sączenie wód... ogólnie strasznie się zdenerwowałam po tym wszystkim i zaczęło się od bólu pleców... i poszło... skurcze i porodówka. I nerwy się do tego wszystkiego po części przyczyniły... tak więc wszystkie dziewczyny, które obecnie noszą pod sercem dzieciątko, proszę... nie denerwujcie się... malgoniu... naprawdę, postaraj się być spokojna!


Na krótko ale pomaga