She, to smutne, co piszesz.. ja z kolei po poronieniu zaczęłam myśleć o celu, jakim jest dziecko i temu się podporządkowałam, robiłam badania i dbałam o siebie.
Mój synek dał mi dużo siły, nie wiem, czy gdyby nie on to dałabym radę temu wszystkiemu podołać, bo nie miałam wsparcia w nikim, dla mojego męża nic się nie stało...
Oj
Nikki jak ja Cię rozumiem. Ja też obrałam sobie za cel doprowadzenie się do dobrej formy i ponowne starania o Maleństwo.
Ale tak samo jak Ty czuję się nieco osamotniona (mimo, że mam Was) w walce o powrót do w miarę jako takiej normalności. Mój M też szybko przeszedł do porządku dziennego nad tym wszystkim co nas spotkało. Często nawet powtarzał mi, że to jeszcze nie było prawdziwe dziecko, więc trzeba żyć dalej. Problem polega na tym, że on posiada już dziecko z poprzedniego związku. I chyba dlatego latwiej mu ze wszystkim sie pogodzić. W razie co on ma dziecko. To ja zostanę bez. I to mi tak do końca będzie czegoś w życiu brakowało. Nawet mu to zaraz po poronieniu wykrzyczałam prosto w twarz. Wiem, że mnie kocha. Wiem, że chce mieć ze mną dziecko. Ale jednocześnie wiem, że łatwiej mu się pogodzić z teraźniejszością, bo on już wie co to rodzicielstwo... I chyba stąd te jego kawałki w stylu: następnym razem będzie dobrze; trzeba żyć dalej; myślałem, że już się z tym pogodziłaś...
A już chyba w ogóle to nie muszę Wam mówić co przeżywam, jak spędzamy czas (zwłaszcza weekendy) z jego synem. Mam taki dziwny żal do losu. Że dziecko, które mój M ma ze swoją ex żyje i ma się dobrze; a nasze dziecko jest w Niebie. Nie to, żebym życzyła jego synowi jak najgorzej. Nie... Ale nie mogę przeżyć myśli, że się kochamy a mimo to nasze dziecko nie może być z nami.
Przepraszam Dziewczyny za te żale. Ale na serio jest mi bardzo źle. I nie mam z kim o tym pogadać. Rodzice są na wczasach, M nie za bardzo rozumie... Zostałyście mi tylko Wy.
może luteina wyregulowałaby cykl?
Być może. Choć mój lekarz po próbie przywrócenia mi regularności, stwierdził, że może być i tak, że dopiero po pierwszym porodzie samo mi się wszystko wyreguluje. I w sumie - jeśli mam coś po mojej mamie chrzestnej - to jest taka szansa. Ona też miała jako panna bolesne i bardzo nieregularne @, a po pierwszym porodzie wszystko się zmieniło i do dziś ma jak w zegarku...