Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
Dopiero wczoraj wieczorem, gdy już młody spał, wzięłam się za opróżnianie mojej "szpitalnej" torby. Wyjęłam koszulę, wszystkie badania i... USG mojego Aniołka. Położyłam je na stole, gdy nagle wszedł mój D, zobaczył "zdjęcie" Tośki, wziął je w dłonie i najzwyczajniej w świecie się rozpłakał. Jeszcze go takiego nie widziałam. Chyba dopiero teraz do niego to wszystko dotarło, albo dopiero teraz pozwolił sobie na "rozluźnienie". Przytuliłam go mocno i płakaliśmy tak dobre kilkanaście minut. Potem on powiedział: "przepraszam, że zostawiłem cię z tym samą". To ja w jeszcze większy ryk, że nie zostawił mnie, że nawet niech tak nie mówi....:-(
U nas było tak, że w sobotę (19.09.09) dostała jakiegoś dziwnego brunatnego plamienia. Zadzwoniłam więc do mojego gina, ale on mnie uspokoił, że skoro jest brunatne, to nie ma się czym martwić, bo się "czyszczę". Skoro tak, to siedziałam sobie spokojnie w domu. W niedziele wieczorem tak koło 20.00 zobaczyłam, ze zamiast brunatnego, leci żywa, czerwona krew. Wtedy już nie dzwoniłam, tylko zaczęłam się pakować do szpitala. Najpierw chłopcy zawieźli mnie do szpitala, a potem D musiał zawieźć Kacpra do moich rodziców i wrócić do domu, bo w poniedziałek rano musiał jechać do pracy. Więc zostałam sama na oddziale i sama na sali. Gdy mnie przyjmowali, pani doktor jeszcze w czasie USG dawała mi nadzieję, że może jeszcze da się uratować. Ale 20 minut po północy Antosia odeszła. Nie dzwoniłam do D, bo nie chciałam, by i on miał nie przespaną noc, a rano musiał wsiąść w samochód i przez cały dzień jeździć - taka praca. Zadzwoniłam dopiero koło 6 rano, kiedy wiedziałam, że już za chwilę będzie wstawał. Żałował, że nie może przyjechać. I znowu byłam sama. Moja mama nie mogła też przyjechać, bo pracowała, a mój tato został z Kacprem. Sama poszłam na zabieg i gdy z niego wróciłam, nie było obok mnie nikogo... Nawet nie miał kto po mnie przyjechać do szpitala, więc wsiadłam w autobus i pojechałam sama...
I to właśnie o tę samotność chodziło D.