Dziewczyny, wiem, że nie powinnam o teraźniejszej swojej sytuacji pisać na tym wątku, bo ma się to nijak do jego tematu, ale jest mi tak ciężko, a nie chcę dowalać mojemu M, więc jedynym miejscem na wygadanie się jest to forum. Wybaczcie mi więc odbieganie od tematu, nieodpisywanie Wam, nie wspieranie w gorszych chwilach, nie uczestniczenie w radościach, ale kiepska ze mnie w tej chwili pocieszycielka. A i co to uśmiech zapomniałam przez ostatnie dni.
Dziś zamówiliśmy wiązankę dla brata M. Dziś potwierdziliśmy odbiór też mojej wiązanki ślubnej. Nie odwołałam jej w piątek. Poprosiłam tylko o przesunięcie daty jej wykonania. Złożę ją na ołtarzu w kościele, w którym będzie msza żałobna. Jak już będzie po wszystkim. Odprowadzimy G na cmentarz, a potem przed stypą zajdę do tego kościoła z moim M jeszcze raz i zostawię tam moją wiązankę. W intencji G...
Czyściliśmy dziś nasze auto. A właściwie M czyścił, a ja stałam obok. Nie mam sił. To nie my mieliśmy przygotowywać nasze auto dla G. To G miał w zeszły czwartek czyścić swoje auto dla nas!!! Nie potrafię się z tym pogodzić. Nie potrafię tego pojąć. Gdzie tu jakikolwiek sens???
Jutro pogrzeb. Skąd wziąść siły, by przetrwać ten dzień?
Synek G już na tatę nie czeka. Wie, że tata jest z Aniołkami... Serce krwawi jak się na niego patrzy...
Dziś przedostatni różaniec.
Czemu Bóg jest taki niesprawiedliwy???