She rozumiem Cię doskonale i pozwól, że zapalę [*]
Trudno zrozumieć wyroki Boga...
Dziękuję.
Rozumiem Cię She... Wiadomo, że staramy sobie takie tragedie tłumaczyć, a w naszych sercach nadal boli pytanie dlaczego... :-

-(
Najgorsze jest to, że nigdy nie poznamy odpowiedzi na to pytanie.
Kiedyś nie zastanawiałam nad śmiercią... Swoją, czy kogokolwiek z moich bliskich.... To zmieniło się rok temu... Moja znajoma (lat 22) wyjechała ze swoim narzeczonym (lat 23) na wakacje do Egiptu... Obydwoje zdrowi, pełni życia... Trzeciego dnia on się już nie obudził... tak po prostu... do dziś nie wiadomo dlaczego.... Mimo, że nie jest to moja bliska znajoma, a jej narzeczonego widziałam tylko na zdjęciach, to wiem, że miało to ogromny wpływ na moje życie... Od tego wydarzenia codziennie budząc się i kładąc się spać mówię mojemu M. jak bardzo go kocham i dziękuję mu za to, że po prostu jest ...
Ja mojemu M też powtarzam to codziennie. On mi też.
Asia z Grzesiem też się kochali. Odnosili się do siebie zawsze z czułością. Czasem z przekąsem, ale zawsze z uśmiechem i szacunkiem. Nie zdążyli się pożegnać, bo los im na to nie pozwolił...
Wczoraj słońce. A dziś cały dzień leje...
Wiecie jak tak patrzę na życie Grzesia, to jego śmierć goniła już od jakiegoś czasu. W 2001 roku kilka tygodni przed własnym ślubem miał ze swoją przyszłą żoną wypadek samochodowy. Jemu nic się nie stało. Asia wylądowała w szpitalu na kilka dni.
W 2004 roku wracając do kraju z Francji udało mu się wyprowadzić auto na prostą, gdy inny kierowca stworzył zagrożenie na drodze. Nikomu nic się nie stało. A jadący z nim wtedy koledzy wczoraj złożyli mu nad grobem ponowne podziękowania za uratowanie wówczas życia.
Kilka lat temu we Francji napadnięto go w celach rabunkowych. Grożono mu wówczas pistoletem przyłożonym do gowy.
W sierpniu br złamał kręgosłup. Do dziś pamiętam tamten dzień. Jazdę do szpitala. Grzesia na łóżku. Jego łzy, gdy uświadomił sobie co się dzieje... Byliśmy pełni podziwu, że tak szybko doszedł do siebie. Że stanął na nogi. Że ma tyle sił, że przetańczy nasze wesele.
Tydzień temu śmierć przyszła do niego poraz ostatni. Tym razem skutecznie...
Nigdy nie wierzyłam w takie przypadki. Do teraz.