Gratulacje dla Myszy! Oby tak dalej.
Dziewczyny tak sobie czasem myślę o tym wszystkim co się stało i przeróżnych badaniach, jakie każda z nas stara się zrobić i dochodzę do wniosku, że czasem szukam jakiś znaków i wsłu****ę się w swoją intuicję i muszę powiedzieć, ze to czasem działa. My z moim mężem staraliśmy się o dziecko 11 miesięcy. Okazało się, że mój mąż ma trochę leniwe żołnierzyki. Lekarz przepisał mu Proviron. Gdy wyszliśmy z gabinetu znalazłam w śniegu kolczyk. Stwierdziliśmy, że to znak, no a po 3 tygodniach okazało się, ze jestem w ciąży. Będąc w ciąży zauważyłam, że kwiatek na naszym oknie, który pięknie kwitnie, ale w czasie wiosny i lata, nagle ma pełno pączków. Stwierdziłam, że to też jakiś znak, bo nigdy jeszcze nie kwitł o tej porze roku. Przyglądałam mu się jednak i zauważyłam, że te pączki usychają i odpadają. Coś mnie tknęło, ale nikomu nie mówiłam, że może to znak, że z ciążą coś jest nie w porządku. Po paru dniach okazało się, że dzidziuś nie żyje. Gdy wróciłam do domu po zabiegu zobaczyłam, że jeden z pączków na kwiatku został. Nabiłam sobie w głowę, że jezeli nie opadnie i rozkwitnie, to jest jakaś nadzieja na to, że dzidziuś jeszcze do nas wróci tylko trochę później. Wyobraźcie sobie, że dwa dni temu rozkwitł :-)!
W ten sam dzień po wyjściu z gabinetu gina znalazłam na ulicy 10 groszy. Może jestem zwariowana, ale szukam takich dobrych znaków. Wtedy myślę, ze nie wszystko jeszcze stracone. No a gdy czytam, że wielu z Was udaje się ponownie zajść w ciążę i urodzić zdrowe dziecko to napawa mnie to optymizmem!
Sorki, że tak się rozpisałam, może trochę niekonwencjonalnie ale z kim mam się tym dzielić, jak nie z wami kochane współtowarzyszki niedoli!
Pozdrawiam was wszystkie cieplutko ;-)