AS piękne ... sie rozkleiłam
wpadam przelotem hmm wiec tak mamy klimatyzator na zime zapychamy go starymi recznikami - tzn rurę, dzis trochu duszno wiec se mysle trzaby uruchomić mrozodajkę - wyciągam te reczniki i co .... gniazdo przy samym wylocie dziury. Nic nie było słychac więc siegam ręką sprawdzić czy sa jajka a tam coś miekkiego, delikatnego i ciepłego (nie nie była to świeża kupa

- mój M stwierdził ze to kupa jak mu zaczełam opisywać co tam wymacałam) pisklaczki

mało piórek w sumie raczej puszek... szybko zabrałam łapsko zapchałam ręcznikami i co czekamy az sobie wyfurgaja z gniazdka zaraz posprawdzam na necie ile +/- to potrwa, no ale cóż damy se radę bez klimy, w końcu wyższa sprawa no nie?
kłaczek 
no i fajnie że sie skusiłaś na te cudeńko
cos miałam jeszcze napisać ale mi sie zapomło
e no i doczytałam zaledwie 18 dni i beda latać a to całkiem luzik w maju jest na tym naszym poddaszu w miare znośnie myśle +/- tydzien jak sie kruszynki naucza latać i zdadza egzamin na pilota
a juz wiem co chiałam napisac
kłaczek 
bo mi sie przypomło hehe apropo ptaków jak tam potwór indor , bo jakoś mi chyba umkło to wydarzenie, pewnie przez te moje zeszło tygodniowe maxymalne doły a nie moge sie dokopac posta bo sie trochu działo ostatnio i dużo tego

i nie zebym miała jakieś kulinarne plany do tych pisklaczków czy coś

tak sie śmieje bo jak tykłam tego małego to sie w pierwszej chwili wystrachałam i se mysle kobito jak by to był ptok wielkości kłaczkowego monstrum to owszem, ale takie maleństwo a ty się boisz ;D