kłaczek
Fanka BB :)
I to jest to, o czym myslalam piszac o "sprzedawaniu" poczucia winy. Gdyby czlowiek przewidzial ze tak wyjdzie to by nawet nie probowal. Przewaznie. Zwlaszcza w poczatkowym okresie po stracie, jestesmy podatni na poczucie winy bo zadajac pytanie "dlaczego" szukamy "winnego". W tym momencie moze byc kazdy - od Boga, przez lekarza, po samego siebie. Moj Rajmund za pierwsze poronienie wini powodz - za moj stres, ze ewakuacja piwnicy i garazu, ze wciagalam motocykl po schodach... A ze poronilam 3 tygodnie potem, w zw. z czym trudno przyjac ze powodz miala wplyw? To juz nie jest wazne - on sie zafiksowal na tym temacie i juz. Latwiej znac powod niz go nie znac. Marcepanku, mysle ze najlepiej bedzie odpuscic sobie wszelkie pomysly typu "moja wina" - stalo sie i juz tego nic nie zmieni - ale nim znow zaczniecie starac sie o dziecko, porob badania. Mialas anemie? Wylecz, doprowadz sie do formy, przypilnyj tego. Nawet jesli lekarz twierdzi ze to nie mogla byc przyczyna poronienia, zrob to dla swojego organizmu - szkoda zdrowia na wyniszczajace tempo prokreacji, a wydaje mi sie ze masz na tyle czasu i nie musisz miec dziecka juz pod grozba menopauzy. Spokojnie, po prostu sie nie spiesz.

....slicznie wygladasz....biore sie za twoja diete
. Jak nie pichciłam to nie pichciłam a jak pichce to co kilka dni coś.Ale to cieszy