Kaira, no bo ja najczesciej jednak jestem usmiechnieta. Przewaznie. Co do grobu... Ja tez nie mam. W Polsce poszlabym na cmentarz, wyszukala najbardziej opuszczony grob malego dziecka... Nawet wiem ktory, szukac bym nie musiala - jak mialam kilkanascie lat, zorientowalismy sie z bracmi ze jest taki malenki grobek na ktory nawet na Wszystkich Swietych nikt nie przyjezdza. Zwykly bialy plotek, mala poleczka z figurka aniolka, zadnego nazwiska, tabliczki... Chwasty tylko rosly. Przez krotki czas zajmowalismy sie nim - jak to dzieciaki - wyrywali chwasty, sadzili wysepione od mamy roslinki, zapalali swieczke... Potem ktos sie nim zajal. Ten grobek stal sie dla mnie w jakis sposob wazny wlasnie dlatego, ze byl mogila malego dziecka i byl opuszczony. Pewnie teraz bym do niego wrocila... To nie jest takie glupie jak mysle - zawsze mozna zapalic swiatelko dla swojego aniolka i dla tego opuszczonego od razu tez.
Ja nie mam grobku moich aniołków, bo tak z M zdecydowaliśmy - to była druga najcięższa decyzja w moim dotychczasowym życiu, znaczy nasza. Może jest to ciężko zrozumieć, ale decyzję taką a nie inną min podjeliśmy bo:
- przy pierwszej ciąży nawet nie wiedzieliśmy, że jest taka możliwość - zreszta nawet do teraz nawet nie wiem czy była - wiem tylko tyle ze do jakiegos tam czasu dziecko musiało "przekroczyć" 12tc, skoro bliźniaki nie miały grobu nie było by to fair
- na poczatku jak wiedziałm co sie stanie tez nie wiedziałam, że jest taka mozliwość i jak myślałam co to bedzie po - myślałam sobie że jak bedę patrzeć w niebo ono tak jak pozostała dwójka bedzie patrzeć na mnie, nie chciałam nawet wiedzieć czy to chłopczyk czy dziewczynka - miało zostać po prostu aniołkiem, ale "telefonicznie usłyszałam" kariotyp męski i to było dla mnie jak nóż w serce
- jak już zbliżał się czas... "ludzie chcąc dobrze" wydzwaniali i pisali o tym co mi się nam należy o odszkodowaniach o zasiłku pogrzebowym o tym urlopie, że trzeba walczyć, że nagrobek taki i to i tamto... pieniądze profity zarobek ... a gdzie w tym wszystkim moje dziecko ... nasze dziecko Na kilka dni przed pójściem do szpitala, powiedzieliśmy że nie chcemy... i sie uspokoiło. W trakcie pobytu w szpitalu jedna z położnych powiedziała mi że teraz trzeba bo takie jest prawo i przyniesie wizytówkę domu pogrzebowego... do dzis nie wiem czy chciała dobrze czy też w ten sposób kobiecina sobie dorabia... Moja teściowa po tej informacji poszła zorientować sie co i jak do pobliskiego centrum pogrzebowego i nic mi o tym nie powiedziała. W między czasie ja dowiedziałam się że to jest wybór rodziców, rozmawiałam z kapelanem przed tym wszystkim i wiem, że moje dzieciątko zostało skropione woda święconą, została zmówiona modlitwa itp, zadzwoniłam wieczorem do teściowej powiedzieć dobranoc w noc przed zabiegiem, nie wiedziałm że siedzi u ciotki i pije z rozpaczy... ale tej nocy powiedziała mi wiele słów które mnie zraniły okropecznie, nie chciała źle wiem... ale wiedziała że psychicznie oboje z M po prostu wysiadamy .... i co nami kierowało, że nie dałabym rady owiedzać tego grobku itp - powiedział mi ze nie musze wcale na niego chodzić, ale ona chce - nawet nie opisze co wtedy czułam a przez głowę przechodziły mi coraz cześciej mysli że lepiej by było gdybym już nie wstała z tego łóżka zabiegowego itp. Bo zły ze mnie człek itd.
Dopiero potem dowiedziałam się że w domu pogrzebowym obskoczyli ją jak sepy padlinę, u ciotki nie było lepiej (choć jej wnuk do którego długo się nie przyznawała niestety urodził sie martwy w 19 tc i nie miał grobu, sprawa o ślub nieletnich została odwołana a dziewczyna miała zakaz spotykania sie z tym chłopakiem "bo ma złe geny" skoro dziecko urodziło sie martwe bo w ich rodzinie takiego przypadku nie było, dwoje kochajacych ludzi się rozeszło teraz żyją z innymi partnerami w nieudamych związkach - więc nie ma jak dla mnie ta kobieta prawa nas potępiać)
Zadzwoniłam do M zapłakana i stekałam czy jestm złym człowiekiem... opierdzielił mnie z góry na dół, że mam kierowac sie tym co mi serce podpowiada a nie tym co mówią inni, w sercach naszych jego miejsce nie na cmentarzu itp itd Matce swojej nagadał i przewałkował jeszcze raz dlaczego nie chcemy...
-gdybym miała dziecko i była w kolejnej ciąży która zakończyła by sie przedwcześnie pewnie inaczej byśmy do tego wszystkiego podeszli, gdybym miała 100% pewność że dane nam bedzie cieszyc sie ziemskim potomstwem też decyzja mogła by być inna
- tulenie się do samych grobków doprowadziła by mnie i M do szaleństwa lub do połączenia mnie lub M z naszymi aniołkami po tamtej stronie, bo do silnych ludzi nie należymy
- no i te latanie świeżo po z formalnościami..., wiem że M nie dał by rady
-i okoliczności, jesli dane mi będzie miec kiedyś dziecko nie bedę ukrywać prawdy, ale powiem mu o tym jak będzie w stanie pojąć to co chce mu przekazać, a tak co miałabym zadającemu tysiace pytań 5 latkowi powiedzieć przy zapalaniu znicza?
na podjecie decyzji ma się 3 dni bo do tego czasu musza być wypisane papiery... po tych trzech dniach ponownie mnie zapytali, decyzji nie zmieniliśmy