• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

ciężaróweczki po in vitro

Dzięki dziewczyny za wsparcie.

martka - co roku chodzi na grzyby po kilka razy, ale jakoś sobie nie przypominam, żeby miał kleszcza. W tym roku jeszcze nie był.

Ja się trochę obawiam, ponieważ część z tych objawów, które wypisałam miał mój tata jak zachorował na to badziewie na trzy litery. I to było pierwsze co mi do głowy przyszło :-( No, ale tak sobie myślę, że ostatnio no mamy trochę pod górkę i to byłoby już naprawdę przegięcie jakby nas coś spotkało naprawdę niedobrego.

Jutro wybieram się do Wrocławia, w niedzielę wracam, będziemy 24 h razem, będę go obserwowała, dużo będziemy chodzić, zobaczę czy jak dużo chodzi to się szybko męczy.

W poniedziałek muszę go zaciągnąć do lekarza choćby nie wiem co.

Z dobrych wiadomości to to, że dziś odebrałam wynik histopatologiczny z wycięcia znamion i jest ok.
 
Ostatnia edycja:
reklama
Dziewczynki ja tylko na chwilkę...

U mnie rewolucji ciąg dalszy. W środę żywa krew a potem brudna....W czwartek wszystko się uspokoiło i lutka była czysta, dzisiaj obudziłam się z wielkim skrzepem. Znów na IP. I nie widać źródła krwawienia. Wszystko niby wygląda ok - szyjka długa i zamknięta, krwawienia w macicy nie ma. Pęcherzyk w 2 dni urósł 5 mm (teraz ma 1,21 cm, a miał 0,72 mm). Ciałko żółte widoczne. Póki co echa zarodka nie ma, ale podobno w tym tygodniu to nie będzie jeszcze go.

Ja już odchodzę od zmysłów, co chwila jakaś rewolucja. Żywa krew, brudzenie starą krwią, skrzepy. Do tego biegunka (skończyła się na szczęście) i dzisiaj zapalenie pęcherza.... powoli boję się już oddychać bo o pozostałych czynnościach nie mówię. Każda wizyta w łazience to strach.... Boję się już wszystkiego :zawstydzona/y:

Przepraszam ale nie dam rady nadrobić co tam u Was. Ryczeć mi się tylko chce i cały czas się boję, że stracę swój cud:-(:-(
 
Sylwia bardzo Ci współczuje tych dolegliwości, ale wiesz co? tutaj było wiele dziewczyn co miały takie kłopoty ogromne na początku - pamiętam np. Misię - a wszystko było dobrze z maluszkiem - u Ciebie też tak będzie :tak: trzymam kciuki z całych sił &&&&&&
 
Sylwia - leż, odpoczywaj, wiem, że to napewno nie łatwe, ale staraj się nie denerwować, proponuje meliskę. Moja kumpela jak czegoś nie wiem to mówi, że to wygoogluje, a ja mówię, że my tu wykciukujemy, żeby wszystko w porządku było :tak:
 
Sylwia dobrze, ze pecherzyk rosnie. Zycze Ci, zeby dni szybko mijaly i oby do upragnionego serduszka. Oby juz nic niepokojacego Ci sie nie przytrafilo

A Molla milczy :-( strasznie mnie to niepokoi :-(
Molla caly czas o Tobie mysle...
 
Sylwia - leż, leż i leż. Moja koleżanka z NFZ, na smsa, że urodziłam Lidię napisała, że idzie to powiedzieć swoim kolegom, żeby im nosa utrzeć - bo jak krwawiłam w 6 tyg., to gadali, że leczenie w tym tyg. to bez sensu, bo natura sama wie co robi. A ja się zawzięlam, leżałam 2 miesiące i wyleżałam. Potem za mało uważałam i znowu krwotok - moje doswiadczenie jest takie, że trzeba leżeć i unikać stresów. Jeden krwotok miałam po tym, jak się zestresowałam. W 6 tyg. nie było widać jeszcze serduszka, ale lekarz przyjął mnie do szpitala. Za dwa dni było serduszko.

Miliaa - ja chodziłam z 3 tyg. jeszcze, ale miałam liczne ktg i dopplery. Bardzo drogo mnie to w sumie kosztowało - bo nie tylko częste wizyty, ale też taxi, bo już sama nie prowadziłam samochodu.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry