• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

ciężaróweczki po in vitro

2-3 dniowe zarodki:

1dpt ( 1 dzień po transferze) .. Embrion się dzieli
2dpt .. Embrion staje się blastocystą
3dpt .. Blastocysta wychodzi z otoczki
4dpt.. Blastocysta zaczyna wczepiać się w ściany endometrium
5dpt.. Proces implantacji sie rozpoczyna, blastocysta zaczyna "zakopywać" się w endometrium
6dpt. Proces implantacji jest kontynuowany gdy and zarodek wnika głębiej w endometrium
7dpt.. Zarodek jest już zaimplantowany
8dpt...Zaczyna być produkowane HCG

11dpt...HCG jest na tyle dużo, ze można spokojnie zrobić sikacza



5 dniowa blastocysta :

1dpt ( 1 dzień po transferze) .. Blastocysta wychodzi z otoczki
2dpt.. Blastocysta zaczyna wczepiać się w ściany endometrium
3dpt.. Proces implantacji się rozpoczyna, blastocysta zaczyna "zakopywać" się w endometrium
4dpt. Proces implantacji jest kontynuowany i zarodek wnika głębiej w endometrium
5dpt. Zarodek jest juz zaimplantowany
6dpt...Zaczyna być produkowane HCG

9dpt...HCG jest na tyle dużo, że można spokojnie zrobić sikacza
 
reklama
Maja, bożesz żeby to było coś niegroźnego... Jejku kochana trzymaj się i daj nam znać &&&&& za Ciebie i maluszka

Sylwia ale masz już kawał człowieka jak to mawia mowa dr :-) Super! A jak się czujesz?

IKasia wow będziesz miała córeczkę :-) gratuluję

Przepraszam, że tak tylko wyrywkowo, ale nie zdążyłam Was przeczytać, a mam duże zaległości....

Życzę wszystkim spokojnego dnia!
 
Darii ja sama nie dowierzam :-) gdyby nie ten upał to byłoby w miarę dobrze, wymiękam przy tej pogodzie, siedzę przy wiatraku i nigdzie się nie ruszam. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi rodzić w upale bo im tam padnę ;-) Mam coraz większego stresa przed porodem i powiem Ci ze o niczym innym nie potrafię już myśleć.
 
reklama
Moje dziecko żyje!! Boże dziewczyny to było okropne! Cały czas się ze mnie lało więc się położyłam i dzwonię po karetkę, tak płakałam że mnie nie mogli zrozumieć ale niestety karetki wolnej od czterech godzin nie było bo ludzie mdleją co chwile przez upał, udary, zawały, nim zdążyłam zadzwonić po taksówkę w drzwiach stał już mój mąż, włożyłam sobie dwie podpaski i szybko do szpitala. Jak tam weszłam to nie wytrzymałam , atmosfera taka straszna, ci ludzie na tych korytarzach na tych łóżkach pod tymi kroplówkami, tak się rozpłakałam że się wszyscy patrzyli, mąż nie mógł mnie uspokoić. Tak płakałam że położna i lekarz wyszli z gabinetu mówię że poroniłam na pewno bo wyleciała ze mnie fontanna krwi, kazali mi chwile czekać najpierw dokumenty, nagle laska jakaś wpada pcha się przede mną, krzyczy że 9 miesiąc ból podbrzusza okropny nie czuje ruchów dziecka, lekarz ją wyprasza że jest kolejka, no po prostu paranoja! Weszłam i mówię płacząc cały czas co się stało, lekarz na wieść o ilości krwi zrobił taką minę że już wszystko wiedziałam. Położna mnie nie mogła uspokoić, tak się trzęsłam że musiała mi się pomóc rozebrać, spojrzałam na podpaskę było tylko lekkie plamienie ale mówię jej że co już miało wylecieć to pewnie wyleciało! Przy naciskaniu na macice czułam lekki ból, powiedział że jest jeszcze dużo krwi w szyjce, kładę się do usg i po chwili jeszcze większy płacz bo widzę moje dzieciątko, wszystko jest w porządku, ciąża niezagrożona, dziecko rośnie, idealne wymiary, nic mu nie jest, macica czysta, żadnego krwiaka nic!! Lekarz był skonsternowany, patrzył przed siebie jakby nie mogąc pojąć skąd to krwawienie! No i zaczął mnie przyciskać, co pani robiła, coś pani musiała dźwignąć, wykonać jakiś gwałtowny ruch, może współżycie, mówię że słowo honoru nic z tych rzeczy, jestem na zwolnieniu, bardzo dużo odpoczywam, teraz w te upały to wręcz nie ruszam się z domu ! W końcu po namyśle pyta czy czasem w ostatnich dniach nie zmniejszyłam dawki leków, TAK !! Zmniejszyłam dawkę luteiny z 2 tab 3 x dziennie na po 1 tab.2x dziennie, powiedział że zbyt gwałtownie, za duża dawka i organizm mógł tak zareagować! Mam jeszcze dziś wrócić do starego dawkowania i powiedzieć o tym lekarzowi. Powiedział że mogę jeszcze dziś trochę plamić bo musi ta krew z tej szyjki spłynąć ale że spokojnie, nic się nie dzieje, w szpitalu mnie nie ma sensu kłaść bo będę leżeć i brać leki które już i tak od miesięcy biorę,przeprosiłam za swoje zachowanie ale powiedzieli że to rozumieją w końcu tyle lat starań, miałam prawo się bać, dostałam jeszcze wielką „reklamówkę dla przyszłej mamusi” i wyszłam wpadając w ramiona męża i oczywiście znowu w płacz, ale już ze szczęścia.
Boże i jak ja mam nie być zestresowana, jak mam się cieszyć tą ciążą, dlaczego trzeba przeżywać takie koszmary! Zadzwoniłam do dr był lekko zszokowany jak mu wszystko opowiedziałam, na słowa że to przez leki usłyszałam NIEMOŻLIWE! I bądź tu człowieku mądry ! Powiedział że to normalna procedura, po takim czasie już musiał zmniejszyć dawki leków, i coś takiego się nie zdarzało, ale przystał na to bym jednak wróciła do starej dawki, tylko może po 2 dwa razy dziennie.
Nakazali mi jeszcze bardziej odpoczywać więc będę ale już chyba bardziej się nie da. Coś mnie tam kluje w tym podbrzuszu i odczuwam paniczny lęk przed pójściem do toalety…

DZIĘKUJĘ DZIEWCZYNY ŻE MYŚLAŁYŚCIE O MNIE, DZIĘKUJĘ ZA WSPARCIE I WIARĘ ŻE WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry