• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

ciężaróweczki po in vitro

Szyszka ja też miałam upławy, które niestety oznaczały bakterie. Non stop miałam jakieś zapalenie. Brałam następujące leki: Gynalgin globulki, clotrimazolum maść, pimafucin globulki, macmiror globulki i maść. Nic nie zaszkodziło dziecku.
 
reklama
Sylwia ja już też właściwie jestem gotowa. Badania mam porobione, torbę zaczęłam pakować. Wszystko wyprane i poukładane. Teraz leci mi 37 tydzień, więc w przyszłym tygodniu mogę rodzić:) Jutro chyba ostatnie usg przed porodem. Jestem ciekawa, ile maluch waży:) Wydaje mi się, że brzuch mi się dziś nieznacznie obniżył, ale pewności nie mam. Jak tak człowiek patrzy na siebie codziennie, to trudno to ocenić jednoznacznie.

No ja na badania jadę w czwartek, bo tam gdzie będę rodzić wymagają badań po 36 tyg. W dodatku jestem trochę w szoku, bo to dużo badań:morfologia, mocz, antygen HBS, toksoplazmoza IgG i IgM, cytomegalia IgG i IgM, anty HIV, anty HCV, TSH, FT4, kreatynina, kwas moczowy, wskaźnik protrombinowy, APTT, fibrynogen. Także na same badania z 500 zł pójdzie :baffled:. Do tego w poniedziałek wizyta z usg do szpitala i wymaz na GBS (ki czort jak ja będę miała cc?? no cóż może standard). A we wtorek wizyta u anastezjologa. Szykuje się 1 000 zł na tą imprezę :zawstydzona/y:.

Brzuch to może już Ci się lekko obniżać od 34 tc. Mi tak dr powiedziała i tak było, ja tego nie widziałam bo to minimalne zmiany, ale po paru dniach od ukończenia 34 tc skończyły mi się duszności (ciążę miałam bardzo wysoko położoną), a teraz mam już brzuch sporo niżej niż parę tygodni temu. I zaczęło się nocne wstawanie do wc, bo mały zaczął uciskać na pęcherz.


Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Bo gdyby myśleć kategoriami zabronione-dozwolone, to pewnie żadna z nas nie zjadłaby ani owoców, ani warzyw. Bo przecież kupując w warzywniaku nie znamy ich pochodzenia. Nie wiemy, czy były pryskane, czy też nie.
O jajkach nie wspomnę. Bo przecież nie wiemy, czym kury były karmione. A idąc tym tropem, to oddychanie tez szkodzi, bo powietrze przecież jest zanieczyszczone.

Ja należę do szczęśliwców bo w większości wiem co jem. Kury hoduje moja mama, a ja kupuję pszenicę, kukurydzę, osypkę, ziemniaki dla nich. Tak samo owoce krajowe- mam sad. Warzywa z lenistwa nie hoduję ale kupuję u mojego kuzyna, który ma kilkadziesiąt hektarów i uprawia je ekologicznie. Tak samo kupuję u niego wędliny, które wyrabia ze zwierząt hodowanych na naturalnych pokarmach a nie na paszy. Ser, mleko, masło kupuję u sąsiada i wiem jak karmi. Tak samo cielęcinkę... Jakbym się uparła to bym całą ciążę mogła żywić się w 100% naturalnie i ekologicznie. I tak się staram, ale jednak parę grzeszków zaliczyłam i jednym z nich są pomarańcze, które notabene są okrutnym świństwem i staram się ich jeść jak najmniej.


Dziewczyny czy powinnam isc do lekarza czy panikuje?? Dzisiaj cokolwiek zjadlam nie pozostawalo we mnie dluzej niz 5 min. :( nie dosc ze czuje sie fatalnie to jeszcze martwie sie czy nie zaszkodze malenstwu??

Ja nie wymiotowałam w pierwszym trymestrze, miałam tylko jadłowstręt. Jednak moja siostra z młodą bardzo się męczyła. Pamiętam że starała się jeść bardzo małymi porcjami (potrafiła wziąć jeden kęs pieroga i czekać koło 20 min do kolejnego). Jadła jeszcze krakersy. Co więcej to nie pamiętam.


Lekarz na te moje uplawy kazał zastosować profilaktycznie globulki clotrimazolum, bo wizyta dopiero 20-tego. Stosowała je któraś z Was? Na ulotce napisane,że tylko w I trymestrze nie wolno aplikować. Znowu mam psychozę czy nie zaszkodzę. Jestem świrem - nie ma co.

Lekarz na pewno doskonale widział stan pochwy podczas wziernikowania i jest w stanie optycznie określić stan zapalny. Clotrimazolum jest jednym z najbezpieczniejszych leków w ciąży i dużo lekarzy stosuje go profilaktycznie. Ja brałam go, ale oprócz niego był jeszcze macmiror i pimafucin. U mnie najlepiej zdał egzamin macmiror - ale jego można dopiero w 2 trymestrze brać.


O rany, ale się objadłam rosołem :-D:-D. To chyba poprawiło mi na tyle humor, że patrzę na moje mamuciospuchnięte nogi i nawet nie robi to na mnie wrażenia. A wczoraj ryczałam na ich widok.
 
ostatnie i chyba najgłupsze pytanie (choć ponoć głupich nie ma) w moim życiu, ale no muszę zapytać. I nie pomyślcie sobie że jestem jakąś szurniętą histeryczką, ale człowiek stres to moje drugie oblicze;P otóż: niewiele czasu upłynęło po tym jak napisałam, ze Antoś spokojny, jak zaczął fikać. I tak z głupa wbiłam palec w brzuch ze trzy razy i teraz tak sobie myślę czy ja mu nic nie uszkodziłam? przecież on jest taki malusieńki?!
 
ostatnie i chyba najgłupsze pytanie (choć ponoć głupich nie ma) w moim życiu, ale no muszę zapytać. I nie pomyślcie sobie że jestem jakąś szurniętą histeryczką, ale człowiek stres to moje drugie oblicze;P otóż: niewiele czasu upłynęło po tym jak napisałam, ze Antoś spokojny, jak zaczął fikać. I tak z głupa wbiłam palec w brzuch ze trzy razy i teraz tak sobie myślę czy ja mu nic nie uszkodziłam? przecież on jest taki malusieńki?!

Szyszka dziecko jest głęboko i chroni je płyn owodniowy oraz twoje organy, mięśnia, troszkę tłuszczyku. Ty się obawiasz o palec, a jak ja mam zastrzyki z fraxipariny i przy moim już wielorybim brzuchu poszukiwanie miejsca do wkucia by nie uszkodzić młodego to dopiero jazda. Jednak moja dr mi zawsze mówi, że krzywdy na pewno nie zrobię, bo dziecko jest sporo głębiej. Także zarówno Twoje jak i moje obawy są bezpodstawne, aczkolwiek już do końca życia będziemy się martwić o nasze maleństwa :-D
 
uff. Co j bym bez Was zrobiła:*

Sylwia Ty to już prawie po drugiej stronie;) ten miesiąc to Ci teraz błyskawicznie przeleci, ani się obejrzysz a będziesz tulić Wiktorka. Ale super!

myślicie,że kobiety którym udało się szybko zajść w ciążę nie przeżywają tak tych 40 tygodni? dla mnie są one ogromną przygodą i choć nie mogę się doczekać aż Antoś będzie ze mną to z drugiej strony bycie w ciąży jest fascynującą sprawą (choć nie przeczę że super-stresującą;))
 
myślicie,że kobiety którym udało się szybko zajść w ciążę nie przeżywają tak tych 40 tygodni? dla mnie są one ogromną przygodą i choć nie mogę się doczekać aż Antoś będzie ze mną to z drugiej strony bycie w ciąży jest fascynującą sprawą (choć nie przeczę że super-stresującą;))

Powiem Ci z własnej perspektywy, że pierwszą ciążę też przeżywałam bardziej. Byłam podekscytowana samym faktem bycia w ciąży, ale nie miałam schizy, że np. poronię. Czytałam książki o ciąży, grzebałam w internecie żeby dowiedzieć się jak najwięcej. To była ciąża naturalna i mogę nawet powiedzieć, że "z zaskoczenia". Nie planowałam jej.

Teraz, pomimo tego, że musiałam o ciążę walczyć, że w dodatku jest to ciąża bliźniacza (w której nie mam doświadczenia) to jestem dziwnie spokojna. Nie czytam nic, albo bardzo niewiele (czasem zgoogluję coś o bliźniakach), jak nie spojrzę na suwaczek to nie wiem nawet w którym jestem tygodniu (w pierwszej ciąży wiedziałam doskonale bez suwaczka). Ja chyba bardziej przeżywałam pierwszą ciążę (pomimo tego, że mi przyszła łatwo) niż tą po invitro. I myślę, że to o to chodzi - czy jest to pierwsza czy kolejna ciąża. Jak będziesz w drugiej ciąży to sama się przekonasz:-)
 
Szyszka nic maluszkowi nie będzie:) Ja codziennie głaszczę mojego przez brzuch i pukam do niego palcem:) Malucha chronią wody, zresztą nie sądzę, abyś tak mocno wbiła ten palec, żeby zrobić maluchowi krzywdę.


Dziewczyny, byłam dziś na wizycie. Mały waży już 3200 g. Powiedziałam do lekarza, że mogę już rodzić, a on na to, że jest jeszcze czas i że raczej urodzę na początku marca. Stanęłam dziś na wagę i ... zaniemówiłam. Po prostu załamka... Nie spodziewałam się i nie zakładałam, że aż tyle przytyję w ciąży. Nawet nie piszę ile, bo wstyd... Jestem opuchnięta, nogi mam jak serdelki (a zawsze były chude jak patyki). Ehh, no i jeszcze 3 tygodnie czekania na finał...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry