Sylwia ja już też właściwie jestem gotowa. Badania mam porobione, torbę zaczęłam pakować. Wszystko wyprane i poukładane. Teraz leci mi 37 tydzień, więc w przyszłym tygodniu mogę rodzić

Jutro chyba ostatnie usg przed porodem. Jestem ciekawa, ile maluch waży

Wydaje mi się, że brzuch mi się dziś nieznacznie obniżył, ale pewności nie mam. Jak tak człowiek patrzy na siebie codziennie, to trudno to ocenić jednoznacznie.
No ja na badania jadę w czwartek, bo tam gdzie będę rodzić wymagają badań po 36 tyg. W dodatku jestem trochę w szoku, bo to dużo badań:morfologia, mocz, antygen HBS, toksoplazmoza IgG i IgM, cytomegalia IgG i IgM, anty HIV, anty HCV, TSH, FT4, kreatynina, kwas moczowy, wskaźnik protrombinowy, APTT, fibrynogen. Także na same badania z 500 zł pójdzie

. Do tego w poniedziałek wizyta z usg do szpitala i wymaz na GBS (ki czort jak ja będę miała cc?? no cóż może standard). A we wtorek wizyta u anastezjologa. Szykuje się 1 000 zł na tą imprezę

.
Brzuch to może już Ci się lekko obniżać od 34 tc. Mi tak dr powiedziała i tak było, ja tego nie widziałam bo to minimalne zmiany, ale po paru dniach od ukończenia 34 tc skończyły mi się duszności (ciążę miałam bardzo wysoko położoną), a teraz mam już brzuch sporo niżej niż parę tygodni temu. I zaczęło się nocne wstawanie do wc, bo mały zaczął uciskać na pęcherz.
Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Bo gdyby myśleć kategoriami zabronione-dozwolone, to pewnie żadna z nas nie zjadłaby ani owoców, ani warzyw. Bo przecież kupując w warzywniaku nie znamy ich pochodzenia. Nie wiemy, czy były pryskane, czy też nie.
O jajkach nie wspomnę. Bo przecież nie wiemy, czym kury były karmione. A idąc tym tropem, to oddychanie tez szkodzi, bo powietrze przecież jest zanieczyszczone.
Ja należę do szczęśliwców bo w większości wiem co jem. Kury hoduje moja mama, a ja kupuję pszenicę, kukurydzę, osypkę, ziemniaki dla nich. Tak samo owoce krajowe- mam sad. Warzywa z lenistwa nie hoduję ale kupuję u mojego kuzyna, który ma kilkadziesiąt hektarów i uprawia je ekologicznie. Tak samo kupuję u niego wędliny, które wyrabia ze zwierząt hodowanych na naturalnych pokarmach a nie na paszy. Ser, mleko, masło kupuję u sąsiada i wiem jak karmi. Tak samo cielęcinkę... Jakbym się uparła to bym całą ciążę mogła żywić się w 100% naturalnie i ekologicznie. I tak się staram, ale jednak parę grzeszków zaliczyłam i jednym z nich są pomarańcze, które notabene są okrutnym świństwem i staram się ich jeść jak najmniej.
Dziewczyny czy powinnam isc do lekarza czy panikuje?? Dzisiaj cokolwiek zjadlam nie pozostawalo we mnie dluzej niz 5 min.

nie dosc ze czuje sie fatalnie to jeszcze martwie sie czy nie zaszkodze malenstwu??
Ja nie wymiotowałam w pierwszym trymestrze, miałam tylko jadłowstręt. Jednak moja siostra z młodą bardzo się męczyła. Pamiętam że starała się jeść bardzo małymi porcjami (potrafiła wziąć jeden kęs pieroga i czekać koło 20 min do kolejnego). Jadła jeszcze krakersy. Co więcej to nie pamiętam.
Lekarz na te moje uplawy kazał zastosować profilaktycznie globulki clotrimazolum, bo wizyta dopiero 20-tego. Stosowała je któraś z Was? Na ulotce napisane,że tylko w I trymestrze nie wolno aplikować. Znowu mam psychozę czy nie zaszkodzę. Jestem świrem - nie ma co.
Lekarz na pewno doskonale widział stan pochwy podczas wziernikowania i jest w stanie optycznie określić stan zapalny. Clotrimazolum jest jednym z najbezpieczniejszych leków w ciąży i dużo lekarzy stosuje go profilaktycznie. Ja brałam go, ale oprócz niego był jeszcze macmiror i pimafucin. U mnie najlepiej zdał egzamin macmiror - ale jego można dopiero w 2 trymestrze brać.
O rany, ale się objadłam rosołem


. To chyba poprawiło mi na tyle humor, że patrzę na moje mamuciospuchnięte nogi i nawet nie robi to na mnie wrażenia. A wczoraj ryczałam na ich widok.