Lawendowy GRATULUJĘ :-) Zosia jednak postanowiła przyjść na świat jeszcze w kwietniu i spędzić majóweczkę z rodzicami


Aleksandretta jak tam Twój synuś? Co słychać u Was?
Dziewczyny jestem załamana. Kocham życie na wsi, jednak takie życie ma swoje minusy. Jak urodził się synuś to chciałam go zarejestrować w mieście rodzinnym, tam jest przychodnia z dobrymi specjalistami. Niestety położna nie zgodziła się na wizyty patronażowe 30 km od przychodni i byłam skazana na ośrodek zdrowia we wsi obok. Ja już nie wiem co robić, jestem załamana

. Pierwsza wizyta 7 dni po wypisie ok. Porozmawialiśmy z pediatrą, obejrzała Sierściucha. Potem przyjechała do nas położna na ok. 5 minut. Ostatnio rozmawiałam z
pingwinek i dowiedziałam się, że usg bioderek wykonuje się między 4 a 6 tygodniem. Udało mi się zapisać na wizytę prywatną w takiej fajnej klinice całodobowej w Pruszkowie. Dzisiaj dowiedziałam się od dziewczyn z pracy, że powinnam skierowanie dostać od pediatry i mogłam wykonać to badanie na NFZ. Dla mnie nie jest już ważne czy zapłaciłam za badanie czy nie, ale do jasnej anielki psim obowiązkiem pediatry jest informowanie rodziców o konieczności wykonywania badań/szczepień etc.
Czarę goryczy przelała wczorajsza wizyta. Pojechałam ze szczepionkami odpowiednio zaopatrzone w termosie (sorry ale nie mam zaufania do tego czym szczepią moje dziecko po tym jak był przypadek szczepienia dzieci wodą w Pruszkowie). Okazało się że pani doktor chciała się zerwać z pracy i jak dojechaliśmy do ośrodka to ona wsiadała już do samochodu. W obawie przed skargą jaką mogłabym złożyć doktorka się wróciła i kazała mi szybko rozbierać dziecko. Oczywiście trzy razy wyskoczyła do mnie z gębą. Pierwszy raz dlaczego tak późno przyjeżdżam, potem dlaczego mam szczepionkę 6 składnikową, potem jeszcze o coś. Zaczęła badać młodego, i nagle zaczęła mówić że dziecko nie nadaje się do szczepień bo ma wzmożone napięcie mięśniowe. Zaczęła mi opowiadać, że potrzebny jest neurolog, usg przezciemiączkowe, możliwe że zakończy się to szpitalem i że możliwy jest jakiś mikrouraz. Nogi się pode mną ugięły, łzy napłynęły do oczu, nie byłam już w stanie ubrać małego. A pani doktor szybko ulotniła się z gabinetu twierdząc, że ona może wypisać skierowanie do neurologa ale i tak musimy pójść prywatnie. Mąż ubrał synka i wróciliśmy do domu. Mąż mnie cały czas pocieszał a ja trzęsłam się z nerwów. Zadzwoniłam do przychodni w której pracuje neurolog dziecięcy z centrum zdrowia dziecka. Zapisałam się na wizytę na sobotę. Przy okazji wracając wstąpiłam do pracy i opowiedziałam dziewczynom historię. Były oburzone podejściem lekarki i zaczęły mnie pocieszać, że jeżeli nawet to prawda to jest to dość częsta przypadłość (3 dziewczyny miały taki sam problem z dziećmi). Jednak zaczęły się zastanawiać czy lekarka w ten sposób mnie nie spławiła. Faktycznie zaraz po "diagnozie" pani doktor zniknęła, a podczas wizyty cały czas opowiadała, że umówiła się z kimś i nie zdąży dojechać. Zadzwoniłam do swojej znajomej pediatry i pojechałam do niej z małym. Ona go dokładnie obejrzała i stwierdziła, że wszystkie odruchy są jak najbardziej w normie i nie potrzebuję wizyty u neurologa. Ja jednak pójdę dla spokoju ducha (do teraz cały czas się denerwuje czy na pewno z maluszkiem wszystko ok). Zaczęła też mi tłumaczyć, że szczepionka jaką wybrałam jest odpowiednia dla mojego dziecka, a pani doktor mogło się nie spodobać to że miałam szczepienie, bo przecież ośrodki zdrowia mają umowy na szczepionki i przez mój zakup nie zarobi na nas.
Jeżeli neurolog powie że z małym jest wszystko w porządku, to nie rozumiem jak można być taką kanalią!!! Pediatra wie, że mały jest po in vitro, wie jaką drogę przeszłam aby mały znalazł się na świecie i dodaje mi stresu bo musi z kimś się spotkać? A co to za prowadzenie dziecka, jeżeli nawet nie informuje mnie że muszę usg bioder zrobić!!! Przecież nie ma chyba takiej sklerozy mimo swojego mocno podeszłego wieku emerytalnego.
Nie wiem kiedy kończy sie opieka położnicza i będę mogła zarejestrować dziecko w przychodni gdzie pracują specjaliści, a nie jak u mnie jeden pediatra w wieku koło 70. W dodatku nie znoszę jak ktoś obcy drze się na mnie jak na pastucha, gdyby nie mały to dawno pokazałabym że też potrafię się odgryźć. Jednak bałam się zemsty na moim dziecku, nie wiem na co stać tych ludzi i jeszcze krzywdę zrobiliby mojemu synkowi.
Nie wiem ale chyba do czasu przepisania małego do normalnej przychodni wybiorę prywatnego lekarza. Tylko sama nie wiem czy tak można? Jak to wygląda od strony prawnej? Czy nie ma jakiegoś przymusu wizyt u pediatry w tym wieku tak jak jest z opieką położniczą? Dziewczyny pomóżcie bo jak in vitro szło mi pod górkę, tak teraz trudno mi znaleźć odpowiednią opiekę dla małego.