Dziewczyny, dziękuję serdecznie za wszystkie gratulacje

Okazało się ze mój profesor miał nosa co do tego cc...
Poniżej kilka słów relacji, odnośnie tego co zdążyłam zaobserwować. (Pisze z telefonu, wiec będzie trochę na raty.) Może się przydać Kasik i innym oczekującym na cc
Decyzja o cc
Nie była łatwa, cały czas nastawialam się na sn. Ostatecznie zaważyła sprawa spodziewanego wzrostu małej (ze będzie długa), co mogło sugerować dużą wagę.
Przed operacją
Nie mogłam nic jeść dnia poprzedniego od 18:00, a pic tylko do północy (tylko wodę). Przyjechaliśmy do kliniki wcześnie rano, izba przyjęć to relikt czasów slusznie minionych, ale w sumie potraktowano mnie z szacunkiem. Np. z całym szacunkiem zrobiono mi lewatywe

, do przeżycia.
Potem sala porodowa, badanie gin, podłączenie do ktg, pobranie krwi (bo anestezjolog chciała mieć wyniki nie starsze niż trzy dni) i ankieta anestezjologa. Leżałam tam z półtorej godziny i nudziłam się jak mops. Warto wziąć cos do czytania. W tym czasie zbierał się zespół operacyjny.
Operacja
Wbrew pozorom cc to nie jest lajtowy zabieg tylko poważna operacja i w sumie był anestezjolog, pielęgniarka anestezjologiczna, pielęgniarka od operowania i dwóch operatorów. I jeszcze jakieś osoby, które mało się odzywały, wiec nie wiem co tam robiły - no i horda studentow

Generalnie nie przeszkadzali, a ja twarz miałam za kotara, wiec było mi ganz egal. Do pewnego momentu
Miałam znieczulenie częściowe (podpajeczynowkowe?) a wklucie igły w rdzeń kregowy bylo średnio przyjemne, ale poszło szybko. Z tym, że jak już leżałam na sali operacyjnej i anestezjolog miała się wkluwac przyszła komenda stop, bo pani w sali obok miała bardzo ciężki poród (cały czas słyszałam jej krzyki) i zastanawiali się nad rozwiązaniem przez cc - wtedy ja musiałabym poczekać. Mniej więcej po kwadransie tamtej pani udało się urodzić (ale przy zastosowaniu kleszczy) i zaczęła się moja operacja.
Wszystko słyszałam i czułam nacisk, pociągnięcia i szarpniecia, ale oczywiście nie czułam bólu. Operował profesor z asystentem. Wyciągnięcie małej (parę sszarpniec) poszło gładko i szybko, w 20 minut od podania znieczulenia. Pokazali mi ją na chwilę (tu się rozplakalam, a co

i poszła ręce neonatologa. Do tego momentu wszystko było super, cały czas ktoś ze mną rozmawial i była bardzo miła atmosfera (o ile coś takiego wchodzi tu w grę

A potem przyszli studenci... O matko. Oni nic nie mówili, ale profesor pokazywał im dokładnie wszystkie moje narządy ("tak wygląda jjajnik, a to jest jajowod, bardzo ładne, bez zmian") i mówił dokładnie co robi ("otrzewna bierzemy tak i tu podwazamy palcem, następnie zszywamy o tak...") - po prostu miałam relacje wideo

Myślałam, że zejde na miejscu. W sumie to zszywanie trwało ze 40 minut