Martini moze to i lepiej, jestem po cc i to byl jeden wielki koszmar... w trakcie cc stracilam przytomnosc, nie zobaczylam malego... potem bylo tylko gorzej, jak zeszlo znieczulenie to myslalam ze ktos mnie przekraja na pol. Na drugi dzien wstalam i ledwo oddychalam z wysilku, myslalam ze sciany bede gryzc. Dwa dni bylam na morfinie, ktora i tak do konca nie niwelowala bolu... samo podanie podskornie morfiny to tez bol. Po kilku dniach zdejmowanie szwow... bez komentarza. Codziennie obchod i naciskanie tego bolacego brzucha... masakra jakas. Plus cewnik :/ ja widze jak tu laski po sn smigaja. Marzenie. Rodza, dwie godziny sie przytulaja z dzieckiem, potem same wstaja i ida na sale i od razu opiekuja sie dzidziusiem. Cos pieknego. Kazda uśmiechnięta i zadna nie pamieta o bolu, wrecz przeciwnie, rzadko ktora bierze znieczulenie.
Jeszcze Ci napisze, ze po cc caly dzien rwalo mnie na wymioty i faktycznie kilka razy zwymiotowalam zielona woda :/
Nie bylam w stanie na drugi dzien isc na oddzial do malego, pojechalam na wozku, chwile wstalam a i tak zaslablam, szybko wzieli mnie na wozek i odwiezli spowrotem...