Hej dziewczyny, mam prośbę, jakbyście mogły mi doradzić co robić...
Mam tsh na poziomie 2,59, narazie nic nie brałam, bo troszkę późno moje wizyty u lekarzy rozłożyły się w czasie. Mój ginekolog kategorycznie powiedział, że mam brać leki na obniżenie tsh, poszłam do rodzinnego po skierowanie do endo i rodzinny powiedział mi, że to tsh to wcale nie jest tragiczne i że on może przepisać mi eutyrox, więc tak zrobił przepisał mi w dawce 25 i mam brać od pon do pt po 1 tabletce a w sobotę i niedzielę po połowce. Zrobiłam sobie jeszcze ft3 i ft4 i są w normie. Zapisałam się dla świętego spokoju też do endo, ale wizytę mam 28 lutego dopiero.
Nie do końca jestem przekonana czy brać ten lek czy nie... Zaraz wchodzę w drugi trymestr gdzie norma jest 0,3-3,0. Wyczytałam, że eutyrox może powodować kolatania serca, bóle serca, przyspieszone tętno itp, a ja i bez tego mam takie właśnie problemy, a jakby mi to jeszcze lek nasilil to już w ogóle tragedia...
Mimo wszystko w niedzielę wzięłam pierwsza dawkę czyli połówkę tabletki, i tak się nakrecilam już, że teraz spać nie mogę, bo już mam wrażenie bólu serca i przyspieszonego tętna.
Tak myślę, czy mogę sama zmienić dawkowanie? Np zamiast brać cała tabletkę od pn-pt to połowę cały czas? Żeby nie wskoczyć drastycznie w ten lek, i bym sobie za 3 tygodnie zrobiła tsh żeby sprawdzić czy coś w ogóle obniża... Co myślicie? Strasznie się boję tych objawów niepożądanych że strony serca, z drugiej strony martwię się o maluszka... Jestem w 16 tygodniu i do tej pory nie brałam euthyroxu, a ciąża rozwija się prawidłowo, dlatego mam metlim w głowie, czy w ogóle jest potrzeba abym brała ten lek. Będę wdzięczna za każdą poradę.