Jakaś taka naszła mnie refleksja....Skąd u mnie te nastroje i te lęki....Zawsze bylam perfekcjonista, super oceny w szkole, dobra praca, zadbany dom, mąż i dziecko....Zaplanowałam jak będzie przebiegała moja ciąża, jak będę się czuła, do kiedy będę pracować i jakie aktywności będę miała w tym czasie. Do pierwszego trymestru ciąży jakoś udawało mi się nad tym zapanować, udawałam że jest mi dobrze, że czuję się świetnie i co najważniejsze że daję radę, ciąża nie jest dla mnie żadnym problemem ani przeszkodą w realizacji celów, bo przecież kto jak kto ale ja dam radę. I chyba mój organizm się zbuntował.... odmowil posłuszeństwa...bo ile można....chciałabym umieć być słaba...dać sobie prawo do słabości...po prostu odpuścić i zwolnić w życiu....Boję się że nie podołam moim obowiązkom i macierzyństwu, pomimo że mam już jedno dziecko....