Poprostu nasza sluzba zdrowia to masakra!Wczoraj bylismy w szpitalu dziecięcym na izbie przyjęc i odeslali nas z zaleceniami dicofloru i mielismy czekac na wynik kału.Dzis odebralam badanie i nic nie wykazalo,a goraczka i bol brzucha jest nadal. Dostalismy skierowanie od pediatry na do innego szpitala z podejrzeniem yersiniozy zeby zrobili usg i badania,chociaz wiekszosc zrobilam sama na wlasna rękę.Dała mi na w razie co antybiotyk.A tam powiedzieli,że stan syna jest za dobry na przyjęcie do szpitala i choroba się przedluza bo ma n.a rękach AZS.Zalecili usg i posiew na tę bakterię we własnym zakresie po świętach.Nie kazali brać antybiotyku i powiedzieli,ze przepisany steryd na AZS jest za mocny.To byla g.17.Jakims cudem udalo mi się znaleźć prywatnie usg a tam wyszlo,ze bakteria zaatakowala węzly chłonne w stopniu wysokim,które są obok wyrostka i może nie leczone nawet prowadzić do martwicy węzłow albo do zap.wyrostka.Konieczny jest antybiotyk.Na szczęście miałam receptę na w razie co.Teraz mu podaje,mam nadzieję,że pomoże...jak się bol nasili mamy jechać na chirurgie i za 2 tyg.kontrola czy węzly się zmniejszyły.Zadzwonilam do pediatry i się wściekła,że nas nie przyjeli bo wg niej potrzebował opieki szpitalnej.Na szczęście syn nie zaraża ale musi się trzymać z dala od jakichkolwiek chorych.. dlatego nie idziemy na święta do mojego brata bo tam mają zap.oskrzeli...więc pobiesiaduje z teściami choć u mojego brata duza impreza się szykuje i zastanawiam się po co są izby przyjęć jak usg można zrobić tylko na sorze albo prywatnie...ale na szczęście nerwica mi nie dokucza...choć boję się,że pieprznie mnie jak się sytuacja z moim synkiem uspokoi