Hej dziewczyny! Nie wiem już do kogo się zwrócić.. Mieszkam sama w obcym mieście i borykam się z atakami lęku/depresji. Może poznam tu kogoś kto ma podobny problem do mojej sytuacji. Wybaczcie że tak chaotycznie piszę, ale dla mnie to nie lada wyczyn usiąść w końcu do komputera, zalogować się na forum i napisać do obcych ludzi nie mając pojęcia gdzie szukać pomocy.
Jestem aktualnie w 21 tygodniu ciąży i od tygodnia towarzyszą mi objawy takie jak:
kołatanie serca przy zrobieniu paru kroków po domu, zawroty głowy i mroczki przed oczami, problemy z wysłowieniem się i problemy z pamięcią (nie wiem co chciałam przed chwilą powiedzieć, nie pamiętam wyrazów, gubię się z myślami itd.), stopniowe mrowienie w łydkach co skutkuje nagłymi drgawkami całego ciała i drętwieniem języka (jakby mi przymarzł albo spuchł), bardzo zle mi się oddycha mam wrażenie że oddech jest płytki ale za chwilę jak przyspieszy serce znowu muszę powoli oddychać aby nie dopuścić do lęku.
Wczoraj skończyło się na wszystkich tych objawach wraz z wymiotami, biegunką, napadami gorąca i płaczem.
Pojechałam na SOR i pan doktor stwierdził że to hiperwentylacja - nerwica lękowa.
Ja za bardzo w to wierzyć nie chcę i moja ginekolog też nie (ona podejrzewa bardziej tężyczkę lub problemy z tarczycą) mimo że raz w życiu miałam atak hiperwentylacji w pierwszym tygodniu po zapłodnieniu, ale wątpię że to przez ciąże bo to był bardzo wczesny stan.
A teraz pomiędzy 20tc a 21tc miałam już dwa ataki głównie wieczorem przed pójściem spać lub jak leżę w łóżku. Ginekolog wpierw myślała że to przez brak magnezu, ale staram się zażywać 300mg dziennie. Pozniej że może wapnia za mało, ale też wygląda na to że jest w normie. Zażywam 2-3 dziennie hydroxyzinum (1 tabl 10mg) ale nie czuje poprawy, nie uspakaja mnie to wcale.
Martwię się że takie życie jest strasznie męczące a ja jestem sama w domu, nie mam koleżanek czy rodziców tutaj na miejscu i w razie czego mogę jedynie lecieć do szpitala. Dopiero mija 5 miesiąc a chciałabym już urodzić aby się nie męczyć.
Nie dla mnie podróże autobusem czy tramwajem (jeszcze 2-3 przystanki przejadę ale ledwo co), samochód wzbudza we mnie lęk bo mi duszno jak strasznie grzeją (pierwszy atak był w samochodzie i teraz wzbudza we mnie strach; szczególnie stanie w korkach), nawet spacer to nie za długi bo po 15 minutach kręci mi się w głowie i jest mi słabo.
Chciałam przeprowadzić się do miasta rodziców aby mieli mnie na oku, ale to ponad 550km ode mnie i nie wiem jak wytrzymam 8h w pociągu. Dlatego jestem uwięziona tu sama i próbuję nie robić nic aby nie zasłabnąć ale trzeba wyjść po zakupy, jeść, sprzątnąć itd.
Wizyty co miesiąc u ginekolog są masakryczną wyprawą, tak samo jak robienie badań w laboratorium.
Jak sobie radzić z tym wszystkim? Ciąża to powinien być cudowny czas a ja już mam dość.