Kochana miałaś rację, po powrocie do domu wszystko wygląda zupełnie inaczej. Obracam małego, biorę go pewnie, pewnie karmię choc zawsze póżniej obserwuję czy się mu nie ulewa

Jakoś już spokojniejsza jestem. Fakt faktem, że dalej boję się aby go nie przejadać, aby nie wymiotował, any nic mu się nie stało, dodatkowo ma wciąż problem z temperaturką wiec jest na okrągło grzany pod kocykami, niestety zaczyna mi powolutku kichać, ale jestem odbrej myśli, że to nie koniecznie przeziębienie. W poniedziałek pojdziemy do lekarza, zobaczymy czy przybiera na wadze i ogolnie zobaczymy co lekarz powie

Oj dziewczyny, dzidziuś to największe szczęscie na świecie i warto walczyć z nerwicą dla niego

Nieraz cos mnie zaboli w sercu, niesamowicie obawiam sie zastrzyków ktore mam po cc, ale jakos daje radę, specjalnie dla niego. Pewna polozna, ktora w szpitalu poswiecila mi swoj czas (prawie cala nocke) ze mna rozmawiała powiedziała mi taka jedna rzecz ktora zapamietam do konca zycia: matka nie moze pokazać dziecku, że się boi bo jesli dziecko to wyczuje czy zobaczy to będzie bało się dwa razy bardziej. I chocbysmy nie wiem jak się bały, musimy trzymać to w sobie a jemu pokazać że się nie boimy, bo tylko wtedy dziecko będzie widziało w nas siłę i prawdziwe oparcie. Powiedziała też, że nie możemy się go bać, bo jesli nie my to nikt inny się nim nie zajmie. Jest całkowicie zalezny od nas więc musimy poknać nasze lęki i obawy.
Dała mi dużo do myslenia tymi słowami. Czekam ażeby podjechać do niej kiedys i wreczyc jej cos w ramach podziękowań, bo bardzo zmieniła moje myślenie
Się rozpisałam. Co dziewczyny u Was?