Joanna a ja się jednak nie do końca zgodzę. Jak już pisałam, u mnie w rodzinie, mimo najlepszych chęci, kobiety nie były w stanie karmić. I nie mogę powiedzieć, żeby nie chciały, bo w latach tuż po wojnie bardzo ciężko było znaleźć mleko zastępcze dla mojej Mamy i tylko fakt, że była wcześniakiem upoważniał ją do mleka mamek (za straszliwe pieniądze odkupowane ze szpitala). Dla mojego brata i mnie sprowadzali mleko z Niemiec, bo też ciężko było dostać coś do jedzenia. Dopiero potem był ten cały boom na karmienie butlą i pojawiło się w sklepach sztuczne mleko. Jak mi Babcia opowiadała jaką katorgą było dla niej słuchanie jak jej dziecko tuż po odstawieniu od piersi płakało z głodu, to aż mi się łzy kręciły. Wyobraź sobie dzieciaka, który dostawał dziennie 5 ml mleka, bo tylko tyle "leciało" a oni nie wiedzieli co się dzieje. 3 dni praktycznie bez jedzenia dla niemowlaka/wcześniaka - może wykończyć, nie? Dlatego wg mojej Mamy najważniejsza przy karmieniu piersią jest waga, żeby sprawdzić ile dziecko zjadło. A jak je za mało, bo matka nie ma więcej, to zostaje tylko butla. Dla dobra dziecka.
Znajoma też miała niedawno problem, musiała przestać karmić, bo nie dość, że pokarmu miała jak na lekarstwo, to za każdym razem brodawki jej aż krwawiły. Po każdym posiłku córy. Obie płakały, obie miały problemy i wreszcie, dla dobra swojego i żeby dziecka krwią nie karmić, musiały zrezygnować. Wytrzymały chyba miesiąc czy dwa tylko.
Mam nadzieję, że żadnej z nas się to nie zdarzy i wszystkie będziemy mogły karmić piersią, bo to najlepsze dla dzieciaka. Ale i tak wolę być przygotowana na dokarmienie w razie potrzeby, żeby Misiulka nie glodowała jak jej Babcia, a moja Mama.