no dobra napiszę teraz co i jak;
A więc lekarz który operował moją mamę na Klinice polecił nam tego lekarza - jest on z tego szpitala (prywatna klinia mająca kontrakt z NFZ-tem a wiec porody gratis). Jest on współwłaścicielem tej kliniki i z-cą ordynatora od razu:-). Od 1 IV ma być neonatologia na Ujastku (bo tak się nazywa szpital).
Wiec zbadał mnie dokładnie i co następuje:
- jeśli przepływy będą złe będziemy ciagnąć tak długo ciazę jak się da a potem robimy cięcie. Powiedział ze nie będziemy zgrywac bohaterów i on nie bedzie ryzykował ze się dziecko udusi
- jeśli przepływy będą dobre (a na razie jest wszystko w najlepszym porzadku) to mogę rodzić normalnie pod warunkiem ze dzieciak nie będzie powyzej 4200gram - 4300 gram. I znieczulenie dostanę na 100 % bo to trzeba obiniżyć poziom stresu mamy i dziecka na poród. Podoba mi się to hihihi.
- martwi go waga w sensie ilosciowym nie ile przybrałam bo tak źle nie jest- mam nie jeść słodyczy i wolno mi jeszcze tylko przytyć 3 kg (nie wiem jak to zrobie) - bo chociaż się zdziwił że waga tyle pokazuje a ja przecież nie wyglądam na tyle!!! No ale tak jak pisałam było w butach i ubraniu i wieczór wiec było wiecej o 4 kg niż na mojej wadze. Tłumaczyłam mu to - przyjął do wiadomości a słodyczy i tak mam nie jesć

. W sumie jak się zastanowic to gość ma rację - słodycze nic nie wnoszą ani mi ani małemu - tylko wielką dupę moja mogą wnieść ewentulanie. No i wolę jeszcze przytyc 3 kg a nie 13 ale słodyczę dalej jem... Nie umiem się opanowac. Macie jakieś rady laseczki?
- synek wazy 1281 gram, BPD - 7.16, FL - 5,59, AC 24,7, HC 27,6 (kurna duzą ma już tą głowę - Marysia jak się urodziła miała 33 cm a on ma juz 27????) Chyba mnie rozerwie w trakcie porodu
- ale najwazniejsze - moge odstawic Fenoterol - powiedział że przy takiej pępowinie jak najmniej syfu mam jeść. Na razie nie żrę tego paskudztwa, brzuch bardziej napęity i trche pobolewa, stawia się ale nie częściej niz 10 razy na dzień a tyle pozwolił. Szyjkę mam trochę skróconą ale powiedział ze jak na wieloródkę to jest jak najbardziej w normie
- żelaza mam brać 2 dziennie bo teraz dzidzia najwiecej zabiera a jak go nie mam zbyt wiele to jak go zabierze?
Generlanie był miły, zrobił na mnie wrazenie kompetentnego, wiem co i jak odnoscie porodu, przestałam się miotać, bać (tzn. porodu akurat zaczełam bać się znowu:-( nie wiem czemu - bo moze znowu się to takie realne zrobiło). Nie cackał się ze mną co prawda ale ja już mam dosć cackających się mdłych lekazy. Jest konkretny a o to mi chodziło. Podoba mi się - wziął 120 zeta. Drogo ale tych wizyt nie będzie jeszcze tak wiele. Następna 22 kwietnia. jestem jakaś taka wewntrznie spokojniejsza ze jakby co nie będe się kulać od szpitala do szpitala i w razie czego mam w odwrocie cesarkę jak tylko stwierdzą ze coś jest nie tak. Acha poród rodzinny kosztuje mnie 150 zl bo mam z tamtąd lekarza. W wodzie raczej nie mogę rodzić. Znieczulenie bezpłatne. Pokoje dwuosobowe z łazienką - luksus. Główny neonatolog jeździ prywatnie do mojej Marysi wiec też go znam doskonale. Jeszcze sie tylko zastanowię czy brać położną czy nie ale to juz decyzje podemję po następnej w izycie w 8 miesiacu.
No to tyle. Mam nadzieję ze was nie zanudziłam....