U mnie z tesciową stosunki takie sobie. Przed urodzeniem Kacpra na każdym kroku dawała synkowi sygnały, że ja nie jestem odpowiednia dla jej rodzinki (chociaż klasa społeczna, że tak powiem ta sama). Ale za to jak urodził się Kacper (jedyne wnuczątko które popchnie nazwisko dalej, a dla niej to baaaaardzo ważne) to trochę się zmieniła. Wydaje mi się, że chodziło głównie o to, że jak będzie koty darła ze mną to przestanę do niej przychodzić i nie będzie miała takiego kontaktu z młodym. Na szczęscie teraz mieszkamy z dala i jak przyjedziemy na kilka dni bo na dłużej bym nie wytrzymała to jest OK. Ale wiem, że jest fałszywa bo mi nie powie co ma do mnie tylko mojemu M i zawsze tak było.
Kacper dla teściówki fajny na odległość bo nie broi no i wylewna ona też nie jest.
A co do rodziców moich. To mama jest zapatrzona w Kacpra (to jej pierwszy wnusio). Chciałaby dla niego wszystkiego co najlepsze. Muszę czasami ją stopować. Może przez to, że rzadko go widzi. Natomiast ojciec mój nigdy nie był wylewny co do swoich dzieci i tak samo podchodzi do Kacpra. Generalnie moje dziecko nie wie co to znaczy mieć dziadka. Mówimy mu , że jest ale chyba nawet go niekojarzy. Bo jak jesteśmy to prawie nigdy go nie ma, albo ja nie chcę żeby Kacper go widział. Bo różnie z nim jest niestety:-(