Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
;-))





we wtorek był coś nie teges, tempka mu rosła i w środę już został w chacie
teściowa zajechała na "wizytę domową" ;-) początkowo obstawiała ospę (panuje w żłobku), ale jak ujrzała gardło za głowę się złapała
no i orzekła szkarlatynę
dla mnie ta szkarlatyna jakaś poronna, oprócz różowych usteczek Anto nie miał takich typowych objawów
no, ale skoro pediatra tak orzekł, niech tak będzie ;-)
co podawanie antybiotyków, to od razu było haftowanie
do tego gorączka utrzymywała się (nie mniej niż 38,5) do sobotniego poranka :-( już myślałam, że mało zawsze będzie taki rozpalony :-( w sobotę nastąpiło poprawienie ogólnego stanu choraska ;-) uf, uf, uf! i do dzisiaj (tfu tfu) utrzymuje się lepszy stan ;-)
w sobotę przez 3 godziny wydzierał się jakby go ktoś ze skóry obdzierał
i nie padł z wymęczenia płaczem
normalnie miałam już wizje lania w dupsko
nie dość, że spokojny, w knajpie na obiadku ładnie siedział i wyjadał chleb ze smalcem
to jeszcze w pewnym momemcie orzekł: mama siusiu
poszliśmy do publicznego kibelka i ładnie zrobił siusiu
za odpieluchowanie nie mam kiedy się zabrać, a teraz siedząc w domku z babcią to mogę zapomnieć o wysadzaniu go na nocnik 
a widać, że Anto na to już gotowy ;-) kurdę, muszę się zebrać i go oduczać sikania w pieluchy ;-)

Ale właśnie strasznie dziwna dla mnie ta szkarlatyna, bo u mnie było to samo. Niby szkarlatyna bierze się z anginy, więc powinno boleć, a Weronika tylko mi wspomniała raz przed snem że coś Ją pobolewa, za to lekarka na widok gardła za głowę się złapała. Ja normalnie myślałam że ona żartuje....
Nic to, grunt że Ant ma się lepiej! I oby tak dalej.
Po pierwsze dlatego że ani ja, ani Mąż nie mamy zawodów, które moglibyśmy "uprawiać" za granicą (znaczy, takich chwytliwych), a ja się na zmywak nie nadaję. Nie należę do osób które jadą gdzieś na żywioł, że jakoś to będzie, a potem żyją w slumsach, ale za to w "Hameryce".;-)No a po drugie, mój Mąż z kolei jest pod tym względem strasznym patriotą i nie wyobraża sobie życia poza Polską. Pojechać gdzieś, zwiedzić to owszem (choć woli jechać nad polskie morze niż do Egiptu np.), ale żyć na zawsze - nigdy w życiu.
Więc niestety obawiam się że "amerykański sen" to nie dla mnie.:-(
;-)
Zapowiada się "zabawnie" 