Witam!
Rzygam już tym wszystkim lekarzami, przychodniami. Dzisiaj od rana jeżdże po lekarzach. Poszłam tylko na chwilę do innej lekarki, po receptę, spędziłam tam 1,5 h, bo zrobiła wywiad odnośnie Niny: "a czemu takie małe dziecko ma zastrzyki", itd. W końcu następna mądra stwierdziła, że muszę próbować kolejne mleka. Mówię jej, że Nina żadnego nie chcę, bo płacze strasznie,a ja nie będę wyrzucać, a ona z tekstem: Ludzie mają poważniejsze problemy niż wydanie 20 zł na kolejne mleka, a nie mogę Jej głodzić :-

-

-

-( brak słów kompletny!!! Wysłała mnie do szpitala pediatrycznego na badania, wychodząc od niej o 10. Przyjeżdżamy do szpitala o 11, a laboratorium otwarte do 10... Na izbie przyjęć stwierdzili, że mogą mnie przyjąć i zrobić badania, ale mało prawdopodobne, że mnie wypuszczą. Więc decyzja, że robię badania w normalnej przychodni i pojechałam z powrotem do Czechowic. Wróciliśmy do domu o 13. Tymek rozdarty, bo śpiący. Sz.po nocce się obudził i oznajmił, że jedzie do rodziców pomóc im zrzucać węgiel, przy czym nie zainteresowali się czy nam pasuje, a on biedny robi po 10 h. A ja z niemocy leżę i ryczę, bo mam wrażenie, że tylko ja się tym wszystkim przejmuje i jestem z tym sama :-

-

-

-(
Sorki, że tylko o sobie, ale nie mam głowy do niczego innego.