kochane ja jak zwykle podczytuję, zwykle w tel na kibelku
Nie pisałam dłuuugo nic konkretnego, miałam bardzo ciężki czas z Marcinem. Było na tyle źle, że poważnie chciałam się rozwodzić i zastanawiałam się jak poukładać sobie dalej życie. Dałam nam trochę czasu (tylko dzięki namowom mojej mądrej mamy) i chyba wszystko powoli zaczyna się układać. Pewnych rzeczy się nie zapomina, ale staram się wybaczyć. Nie jest to łatwe...
Zdecydowalismy, że jedziemy razem na dłuższe wakacje. Nie mamy kasy, ale powiedziałam sobie w duchu, że mam to gdzieś. Jak będzie bardzo źle to pożyczę od brata. Mielismy jechać nad morze, a wczesniej ja sama z Marysią na moje kursy. Ale jedziemy wszyscy razem na moje kursy - tydzień na Kaszubach, a potem prosto nad morze. Nad morzem w tej samej miejscowości będzie w tym czasie moja mama z moją siostrzenicą (16lat) i będą pomagać czasem przy maluchach. będziemy mieli nawet jakieś wychodne. A na kursach jest ze mną mama chrzestna Marysi, też pomoże. Będzie super

Poza tym poszukuję niani od września. Chciałabym żeby nam pomagała w domu, czasem rano zabrała dzieci na spacer, czasem po południu kiedy w domu jest Marcin (a ja w pracy). Ponieważ oboje pracujemy opieka nad dwójką jest straszliwie ciężka. Oczywiście dajemy radę, ale to szybka droga do rozwodu w naszym wypadku...
no i w związku z tym zaczynam pracę na full etat. mam nadzieję znaleźć sporo nowych uczniów, mam w głowie masę pomysłów na fajne zajęcia. udało mi się znaleźć świetną salę niemal za darmo, na poczatek na pewno wystarczy. Szukam jeszcze kogoś do zajęć rytmicznych i muszę pomysleć nad jakąś reklamą. Może macie jakieś pomysły? gdzie uderzyć z reklamą, żeby trafić do odbiorców? Zaznaczam, że funduszy nie mam prawie wcale

mam trochę ulotek i plakatów, które mi zostały z zeszłego roku. Chyba zorganizuję od razu we wrześniu jakiś koncert moich maluchów, taki typowo reklamowy. Tylko gdzie? jakieś pomysły? ja mam kilka ale nie mogę się zdecydować.
Aestim ja wciąż o was myślę i poczułam ogromną ulgę kiedy przeczytałam o diagnozie. Przy tych wszystkich strasznych chorobach, które były po drodze brane pod uwagę... oby obyło się bez operacji, bo jak rozumiem na tym wam teraz zależy? I trzymam kciuki za twoje zdrowie i obronę!
Asinka brawa dla Ninki! Super, że i u was wreszcie coś drgnęło.
Ironia jakiś czas temu pisałaś o tym, że ci nie płacą... oj znam to niestety. tak to jest w prywatnym interesie. Zatrudnieni na etacie maja swoją stałą pensję na koncie co miesiąc, a u nas wciąż jakieś zaleglości. Ile ja czasem czekam aż mi zapłacą za koncert

Rodzice uczniów płacą nieźle, w miarę systematycznie, ale jak pracowałam w Żywcu to niektórzy zalegali z opłatami przez kilka miesięcy. ja nie wiem jak można być tak bezczelnym, żeby nie płacić. Nie mam pieniędzy to rezygnuję z zajęć albo rozmawiam z nauczycielem - przecież można się dogadać. ech... szkoda gadać.
andariel na weselu OK, ale t był tylko slub cywilny i obiad weselny z deserem. Nie robili wiekszej imprezy. Do tortu już nie doczekalismy, bo Marysia była tak spiąca że lezała na podłode i wrzeszczała z niewyspania, więc zdecydowalismy się jechać do domu (ok 1,5 drogi) żeby pospała w aucie.