andariel
mama super dwójki :]
Trasiu - czy rodzina nam pomaga to w sumie teraz ciężko powiedzieć, bo nie korzystamy jeśli nie musimy (jednak wciąż myślimy starym trybem - że jakoś sobie sami musimy radzić), ale jest bardzo miło gdy w weekendy podjedziemy do jednych czy drugich dziadków
widzę jak moim dzieciakom jest z tym fajnie, ale też i dziadkom. Ja nigdy nie wyobrażałam sobie życia na obczyźnie, nawet jak jeszcze dzieci nie było, i mimo okresowych (tzn. w czasie jesienno-zimowym) zapędów by emigrować w cieplejsze miejsce, wiem, że umarłabym psychicznie na wygnaniu. Czasem krążą mi po głowie myśli typu: wracajmy do "siebie" czyli w mazowieckie (ale zrobiłabym wszystko by wrócić do Wawy, nie Pruszkowa), ale wiem, że dla dzieci byłby to cios poniżej pasa
fajnie mieć siostrę "pod ręką", wpaść na kogoś bliskiego w sklepie przy okazji zakupów itp.;-)na razie mi tu całkiem dobrze, choć "atrakcje" w tym mieście przytłaczają rodzajem i częstotliwością i bardziej się martwię o nasze dzieci za ileś lat, w sensie takim czy będą czuły, że poza miernotą gorzowską (nie obrażając nikogo, w tym siebie, chodzi mi o propozycje tego miasta względem młodzieży na przykład) jest ciekawiej np.w takiej stolicy. Bo jednak jak się chowasz wśród braku opcji i powszechnym przyzwoleniu na miernotę i nijakość, to w głowie się trochę tak układa. Widzę (na razie raczej słyszę, bom niepracująca) jak to jest w pracy na przykład, jak wszyscy wszystkich znają i nawet nie próbują wykazać się asertywnościa bo przecież szefowa to siostra kogoś z zarządu i tak dalej. W dużym mieście takie zjawisko też oczywiście występuje, ale zdecydowanie mniej rzuca się w oczy (efekt skali). No i jak sobie przypomnę moje początki pracy tutaj (przed wyjazdem) to faktycznie średnio się widzę w roli przytakującej myszki z tłumu, a innej opcji raczej nie będzie. Kurka, ale się rozpisałam, kto to będzie czytał
co do bikini to w weekend mierzyłam i nawet nawet, choć nie akceptuję swego brzucha i ud (za dużo tłuszczu!). A że jestem leniwiec i samo słowo "dieta" działa na mnie tak, że natychmiast mam ochotę pożreć coś słodkiego, to zapewne nic się w tym temacie nie zmieni. Tak jak jest i tak jest ok. Chyba.
Używacie jakichś specyfików przeciw owadom? Chodzi mi o w miarę bezpieczne spray'e dla dzieciaków. Generalnie nie stosuję, ale wolałabym coś mieć w zanadrzu na nasz wyjazd.
widzę jak moim dzieciakom jest z tym fajnie, ale też i dziadkom. Ja nigdy nie wyobrażałam sobie życia na obczyźnie, nawet jak jeszcze dzieci nie było, i mimo okresowych (tzn. w czasie jesienno-zimowym) zapędów by emigrować w cieplejsze miejsce, wiem, że umarłabym psychicznie na wygnaniu. Czasem krążą mi po głowie myśli typu: wracajmy do "siebie" czyli w mazowieckie (ale zrobiłabym wszystko by wrócić do Wawy, nie Pruszkowa), ale wiem, że dla dzieci byłby to cios poniżej pasa
fajnie mieć siostrę "pod ręką", wpaść na kogoś bliskiego w sklepie przy okazji zakupów itp.;-)na razie mi tu całkiem dobrze, choć "atrakcje" w tym mieście przytłaczają rodzajem i częstotliwością i bardziej się martwię o nasze dzieci za ileś lat, w sensie takim czy będą czuły, że poza miernotą gorzowską (nie obrażając nikogo, w tym siebie, chodzi mi o propozycje tego miasta względem młodzieży na przykład) jest ciekawiej np.w takiej stolicy. Bo jednak jak się chowasz wśród braku opcji i powszechnym przyzwoleniu na miernotę i nijakość, to w głowie się trochę tak układa. Widzę (na razie raczej słyszę, bom niepracująca) jak to jest w pracy na przykład, jak wszyscy wszystkich znają i nawet nie próbują wykazać się asertywnościa bo przecież szefowa to siostra kogoś z zarządu i tak dalej. W dużym mieście takie zjawisko też oczywiście występuje, ale zdecydowanie mniej rzuca się w oczy (efekt skali). No i jak sobie przypomnę moje początki pracy tutaj (przed wyjazdem) to faktycznie średnio się widzę w roli przytakującej myszki z tłumu, a innej opcji raczej nie będzie. Kurka, ale się rozpisałam, kto to będzie czytał
co do bikini to w weekend mierzyłam i nawet nawet, choć nie akceptuję swego brzucha i ud (za dużo tłuszczu!). A że jestem leniwiec i samo słowo "dieta" działa na mnie tak, że natychmiast mam ochotę pożreć coś słodkiego, to zapewne nic się w tym temacie nie zmieni. Tak jak jest i tak jest ok. Chyba.
Używacie jakichś specyfików przeciw owadom? Chodzi mi o w miarę bezpieczne spray'e dla dzieciaków. Generalnie nie stosuję, ale wolałabym coś mieć w zanadrzu na nasz wyjazd.
że nic o Was nie napisałaś. Jakie plany na wakacje?
bo co to za gość co pojawia się raz do roku na forum.Dziękujemy u nas tfu tfu tfu wszystko oki.Dzieciaczki zdrowe rozrabiaki z nich kochane.Czasem mam ochotę wybiec na ulicę i krzyczeć ze złości ale to tak na chwilę jak się mocno wkurzę na nich ;-)Tak poza tym to u nas bez zmian większych.Lipiec w pracy mam tragiczny.Takiego miesiąca jeszcze nie miałam jak tu pracuję!!Wydaje mi się ,że w pracy jestem non stop...oby do 29 lipca bo wtedy zaczynam urlop!!Planujemy w pierwszej połowie sierpnia jakiś tygodniowy wyjazd nad morze do Międzywodzia najprawdopodobniej a co wyjdzie w praniu się okaże.A co Was??Poza tym ,że dzieciaczki Ci śliczne i zdrowe rosną a Ty matka dalej piękna i młoda jesteś??
U Nas w sumie nic ciekawego... Ninka rośnie, nawet się jakaś okrąglejsza zrobiła. W piątek się ważymy, oby dalej do przodu, a w sobotę mamy wielką imprezę - chrzciny Ninki, ur.Tymka i Szymona, także wszystko za jednym zamachem :-) dzisiaj mieliśmy spotkanie z Trasią - w końcu :-) posiedzieliśmy na placu zabaw. Marysia to się taka śliczna panienka zrobiła, a Szymuś mały wesołek :-) i potwierdzam: Marysia tatusiowa, a Szymek cała mama!! Więc podział odpowiedni jest
a ja teraz się byczę (czyt.ładuję akumulatory), bo oboje śpią :-) radość!!
Tak całkiem całkiem na zdjęciach wygląda.Buzka pełna i wałeczki są gdzie mają być tak chyba są.Jak na nią patrzę to przypomina mi się moja Gracka ;-)