u mnie dzień z serii totalna porażka. Znacie to? Od rana wszystko się sypie i kiedy wydaje wam sie, że gorzej być nie może - TRACH! jest jeszcze gorzej... Kilka perełek z dnia dzisiejszego: od kilku dni próbuję sprzedać chustę. (chusty mam dwie, jedną chcę wymienić na nosidło ergonomiczne przed wyjazdem na wakacje). Wreszcie znalazł się kupiec. Rano więc jeszcze ją dokładnie obejrzałam i przygotowałam w pokoju do wyprania i biegnę do krzyczacego Szymka w drugim pokoju. PO chwili wracam - chusta wymazana różową farbą. A obok Marysia maluje sobie na karteczce różowe kwiatki!!! Teraz czekam aż się wypierze żeby zobaczyć czy zeszło, szczerze wątpię. A babka mi już rano przelew zrobiła. Muszę jej chyba kasę zwrócić, nikt nie kupi chusty z plamą, sprzedałam ją za 320zł...
chwilę potem nagle, bez żadnego ostrzeżenia w szafie w łazience spadła półka. Na niej stały słoiki i narzędzia więc w całej łazience mam roztłuczone szkło i gwoździe.
Potem coś było nie tak z rurą w łazience i zalało mi półkę pod zlowpzmywakiem i pół kuchni.
Na spacerze złapało nas oberwanie chmury i wróciłyśmy do domu mokre łącznie z majtkami, butami i podkoszulką. Ciekawe czy Marysia się rozchoruje tydzień rpzed wyjazdem na wakacje. Szymuś ocalał pod folią.
Szymuś dziś nie może zrobić kupy i cały czas krzyczy, Marysia wariuje bo nie mam dla niej ani chwili tylko sprzątam ten syf. W ramach pomocy otworzyła półkę z jedzeniem dla kota i rozsypała po CAŁYM domu 4kg karmy.
Trafi mnie jasny szlag, zaraz zacznę wrzeszczeć. Marcin właśnie zabrał Marysię do teściów a ja siedzę z Szymkeim pośrodku tego syfu i nie mam siły żeby zrobić cokolwiek. Ratunku
