Witajcie,
Ja wczoraj po relacji męża odnośnie wywiadówki poszłam spać. Zła, wściekła i bezsilna. I miałam kolejny "głupi" sen. Poza tym Igor w nocy kasłał, więc rano poszłam z nim do lekarza. Dostał co prawda tylko syropki, bo jest zaziębiony, ale w domku spędzi te dwa dni ze mną. Jutro mama wraca do swojego domku, więc zostaniemy już sami.
Tusen, Ogitu - fajnie czytać o takich szkołach. Ja dopiero zaczynam poznawać realia dzisiejszej nauki w naszych szkołach. Chociaż mam koleżanki które mają dzieci w wieku szkolnym i widzę, że każda szkoła ma swoje prawa. Moja mama jadąc do nas w PKS-ie siedziała z panią, która jechała do Wawy do swojego wnuka i mówiła, że tam na weekendy dzieciom nic nie zadają. Wystarczyło, że 1.11 (czyli poniedziałek), był wolnym dniem od pracy i pani zadała dzieciom tyle, że gdybyśmy wyjechali na groby, to Igor nie byłby w stanie odrobić wszystkiego. Poza tym, zła jestem na osobę, która sprawdzała testy przygotowania dzieci do nauki robione w czerwcu. Igor ma 6 lat ale posłaliśmy go do 1-wszej klasy i dzisiaj tego orgomnie żałuję. Okazuje się, że nie był na to gotowy. Jest wcześniakiem, z paździenika czyli prawie z końca roku i nie nadąża ze wszystkim. Informację o tym jego "odstawaniu" od grupy dostałam w połowie paździenika. Później info o kontakt z psychologiem. Na spotkanie z psychologiem (czyli to badanie gotowości) czekaliśmy miesiąc. Jesteśmy po jednym spotkaniu, czeka nas jeszcze jedno i dostaniem "opinię". Mamy koniec listopada a ja mam ogromne wyrzuty sumienia, że moje dziecko przychodzi do domu zniechęcone do szkoły i nauki. Chciałam, aby ten pierwszy rok w szkole był przyjemny, żeby dziecko polubiło to miejsce i chęć zdobywania wiedzy - przecież to dopiero początek jego przygody z nauką :-(