Dzień dobry kochane. Ja się melduję z góry przepraszając, ze nie odpiszę nikomu, i ze będzie tylko o mnie. U nas remont w pełni, ściany pokute, prąd zrobiony, dziś łukasz z moim bratem stawiają ścianki jakieś, ogólnie jest bardzo dużo roboty, okazuje się ze drzwi maja być w późniejszym terminie, co trochę komplikuje, ale je zamontujemy już "mieszkając", trudno. Ze mną trochę gorzej, ale to opiszę za moment. W czwartek odebrałam tosię z przedszkola, poszłyśmy do koleżanki. Tosia była bardzo nieswoja, nie chciała jeść, pić. W końcu zwymiotowała dwa razy, wszystko co zjadła w przedszkolu poszło. więc na szybko do domu. A tam podłoga ściągnęta, gips na ścianach schnie a mała zasnęła. Zebraliśmy się i pojechaliśmy do teściów- tam nocować mieliśmy. Tosia była bardzo słaba, nie chciała nic jeść, pila bardzo mało, po czym wieczorem znów się zaczęły atrakcje. Zebraliśmy się i na pogotowie bo już nie wiedzieliśmy co robić. Okazało się ze to wirus. Wróciliśmy, noc była straszna, nie wymiotowała ale była bardzo niespokojna i miała gorączkę. A rano nowe dziecko. Tylko znowu ja się potwornie źle czułam. Byłam słaba, nie miałam apetytu, jeździło mi cos po brzuchu. Obie przespałyśmy całe południe. Myślałam ze to wina tej ciężkiej nocy. Popołudniu przyjechaliśmy do moich rodziców- to było moje najdłuższe 40 km w ażyciu. Jak dojechaliśmy to leżałam bez życia. Wieczorem zmierzyłam temperature a tam 38 5 przeraziłam się bo ja gorączkę mogłam mieć cały dzień :-( najgorsze było to ze byłyśmy same z mama i tosia-reszta wybyła. Dopiero po 1,5 godz zażyłam apap. Łukasz nie zdawał sobie chyba sprawy z mojego stanu i zagadał się z moim kuzynem, pomimo moich ciagłych tel. Dziś jest już lepiej ale jestem strasznie słaba. Leżę cały czas praktycznie. Jeszcze mnie mama nastraszyła twierdząc ze brzuch mi się obniża :-( mam nadzieję ze maleństwu nie zaszkodziła ta moja wczorajsza gorączka. Czuje go, kopie, kręci się ale stracha mam dużego :-( dobrze ze sa tu moi rodzice to zawsze z tosia mnie odciażą. Eh jeszcze raz wybaczcie ze o sobie. Trzymam kciuki za dziewczyny w szpitalu. Wytrzymajcie jeszcze trochę