Kochane jesteście dziewczyny, że myślałyście o mnie

)
Już wszystko piszę o co chodzi

Nawet nie wiem kiedy byłam tu ostatnio. W niedzielę zauważyłam na brzuchu jakieś dziwne małe krosteczki, tzn 2 krostki i skupisko krostek takie z 1,5cm na 1,5cm. Ale nie swędziało mnie to, ani nie bolało, ale naczytałam się, że to półpasiec! Zadzwoniłam do mamy to powiedziała, żebym przyjechała, (wiadomo tam łatwiej o lekarza, nasz rodzinny to znajoma mamy

) bo w Warszawie to masakra :/ No i z moim J. pojechałam. On od razu wrócił w poniedziałek, bo miał ważne rzeczy do zrobienia w pracy, a ja po prostu sama nie chciałam jechać

No i Pani doktor powiedziała na szczęście, że to nie żaden półpasiec, ani nie różyczka. Przepisała jakaś maść. Więc z tym się uspokoiłam. A że już byłam u rodziców to zostałam do czwartku. W środę mój J przyjechał, żeby być ze mną na USG i wczoraj rano pojechaliśmy. Byłam taka zestresowana, że szok :/ Jeszcze tak mnie, że tak powiem wkurwiła ta głupia baba (byłam umówiona do zajebistego ginekologa, ale się okazało, że ona u niego robi USG, on był na szczęście obecny przy tym i on potem wszystko omawiał), bo patrzy na to moje USG z 14.11. i mówi, że jakaś wolna akcja serca tylko 116 wtedy było, że bardzo mała. No to ja już załamana :/ (tamta u której wtedy robiłam tamto USG nic nie wspomniała, że za wolna akcja serca...) No, ale zrobiła mi USG i w ciągu tygodnia zarodek urósł (było 5mm wtedy) na prawie 1cm i pęcherzyk (było 11mm) na 15mm i akcja serca 140/min, więc lepiej niż było. Ale dalej jest za mała rozbieżność między zarodkiem i pęcherzykiem ;/ Oprócz tego ten mój lekarz stwierdził, że każde plamienie jest zagrożeniem :/ A ja od właśnie 14.11. mam plamienia, raczej brązowe, ale czasami trochę bordowej krwi też jest

Ta baba jeszcze do mnie, (nie nazwę jej ginekologiem!) że jest źle, ale może się uda... Mój J, już chciał jej zaje***

Więc dalej jest ta niepewność :/ Oczywiście mam odpoczywać, najlepiej leżeć i brać duphaston 3 razy dziennie. Kazał po prostu czekać, bo on nic nie jest w stanie powiedzieć na tą chwilę...
A rozmawiałam ze swoją koleżanką, która jest w 5mcu i mówi, że ona to miała problemy na początku, tak wymiotowała, że dzidzia słabo rosła, bo w sumie potem nic już nie jadła, bo co zjadła to zwymiotowała :/ Jeszcze ogólnie miała jakieś problemy z jajnikami, przed zajściem w ciążę miała diagnozę, ze raczej nie będzie mogła mieć dzieci. Jak się dowiedziała, że jest w ciąży, to, że będzie bardzo trudno ciążę utrzymać! I widzicie, już ma 0,5kg mężczyzny w sobie i ruchy czuje

Jest już wszystko dobrze

Z kolei jej siostra całe 9 mcy w ciąży przeleżała, miała krwawienia i brała duphaston. Teraz ma półroczną piękną córeczkę
Ja nie mogę się załamywać, bo będzie jeszcze gorzej. Jestem dobrej myśli, no, ale będzie co będzie...
A już jestem w Warszawie, więc już będę tu zaglądała często

)