Porady mi żadne nie przychodzą do głowy, poza tymi,co już podałyście. Mnie się i tak nic nie przydało, bo poszło bardzo szybko.
Przy porodzie miałam męża a tym razem nie chcę. Będę się stresować za niego i siebie, mając w pamięci co było. Wolę nie, choć on się upiera. Rozmawiałam już z moją siostrą i chcę żeby ona mi towarzyszyła.
Teraz wybrałam inny szpital -na razie obstawiam MAtkę Polkę,co prawda to taka "fabryka" ale "w razie czegoś" (tfu tfu odpukac) są od razu na wszystko przygotowani. Opieka - to jak się trafi, i tak dziecko na piersi wynagradza wszystko. ZZO bezpłatne i w zasadzie każda rodząca dostaje chyba że ewidentnie nie chce i daje sobie radę.
Co do "pielgrzymek". Jestem na nie. I w szpitalu i w domu. W szpitalu - tak jak któraś pisała - wygląda się jak wygląda, można być obolałą, z pieluchą między nogami itp itd. Trochę intymności się należy.
A w domu -będziemy się chcieli nacieszyć dzieckiem, ogarnąć w sytuacji, i nie wyobrażam sobie jeszcze obsługiwać gości. Małe dzieciątko a wszystcy nad nim nachyleni jak nad małpką jakąś. Nie, to nie ta bajka. Juz zapowiedzieliśmy że co najmniej 2 tygodnie kwarantanny. Poza tym termin mi wypada w okolicy świąt, więc z imprez świątecznych się już wypisaliśmy - choc spotkaliśmy się ze zdziwieniem - jakto i małej nam nie pokażecie? Ano nie. Siostra męża planuje w święta chrzciny swojego syna i też mają nas nie brać pod uwagę.