To ja juz po

zaczelo sie we wtorek o 4.00, obudzilo mnie cos.. wydawalo mi sie ze mi sie sni, ze poszlam do toalety

ale okazalo sie ze to wody zaczely odchodzic powolutku ciurkiem

a ja ambitnie myslalam ze wytrzymam i jeszcze pojechalam na pogrzeb - musialam.. bo odszedl Ktos dla mnie wazny.. niestety nie wytrzymalam do konca.. w polowie mszy musialam wyjsc.. dzwonilam do ordynatora Dabrowskiego, kazal w te pedy jechac do szpitala.. a mi tylko wody odchodzily, nic mnie nie bolalo..
przyjeli mnie kolo 10.30 - standardowe badanie, papierkowej roboty w 3 i troche, malo sympatyczna pani na izbie przyjec, lewatywa, golenie i takie tam.. a jak sie pani dowiedziala ze ucze w szkole, to juz w ogole mialam przewalone - bo nauczycielki to podobno najgorsze pacjentki..
szczesliwie pietro wyzej, na sali porodowej panie byly o niebo sympatyczniejsze, bylam jedyna rodzaca, wiec w zasadzie wszystkie polozne byly do mojej dyspozycji

najpierw ktg, potem oksytocynka o 12.00 i spacerowanie po korytarzu w te i we wte

cos zaczelo sie dziac.. potem jakis zastrzyk - nie pamietam z tego wszystkiego co mi podali

rozwarcie 2 i pol, szyjka napieta, istnialo ryzyko obrzeku buzki u Maluszka, wiec zaproponowano mi jakis narkotyczny srodek rozkurczajacy, ale bezpieczny dla Malego - wtedy zaczely sie jazdy

skurczy myslalam ze nie przezyje - przyszla mi do glowy nawet mysl i szybka ja zwerbalizowalam - ze dzieci powinno sie kupowac na Allegro

miedzy jednym a drugim skurczem kazali mi przejsc do wanny, ale mi sie nie chcialo - jak skurcz sie konczyl, bylam szczesliwa, ze nie boli i nie zamierzalam sie nigdzie ruszac ;-) ale w koncu mnie ruszyli z lozka, w wannie z pol godziny sie moczylam zasypiajac miedzy skurczami - z 2,5 zrobilo sie 9cm i moglam wracac na sale porodowa - w drodze zaczely mi sie skurcze parte, a pol godziny pozniej Michalek byl juz na swiecie

nie chwalac sie - niecale 4 godziny mi to zajelo i kazdej z Was zycze tak szybkiego porodu

a w szpitalu jest naprawde super! czysto, higienicznie, mily personel (zaluje - nie kojarze nikogo po imieniu

) swietni lekarze, pomocna pani Kasia Asztabska - duzo nam pomogla przy karmieniu, najpierw w szpitalu a potem jeszcze podczas wizyty domowej.
Jesli uda nam sie zmajstrowac drugiego bobasa, to tez na pewno bede rodzic w Gliwicach
