Gratulacje dla rozpakowanych mamuś i mizianka dla nowych bobasów

ale coś czuję, że to na dzisiaj nie koniec

Powodzenia wszystkim "w akcji".
Ja dzisiaj byłam w swoim szpitalu, ale na diabetologii, którą oficjalnie pożegnałam tzn nie muszę już przychodzić. Zastanawiałam się czy nie podejść i poprosić o ktg, bo generalnie mała duuuużo mniej się rusza sama z siebie, dopiero na kuksańce odpowiada. Z drugiej strony ja się ruszam więcej, więc może ją kołysam i dobrze jej się śpi? Odpuściłam, bo z sił opadłam, a miałam dużo załatwień po drodze jeszcze, a sama prowadziłam i nie chciałam się przeforsować..
u mnie mocne obniżenie nastroju... taki jakby baby blues, ale przed porodem

mam takie dziwne akcje, że nie do końca akceptuję to dziecko

przypomnę, że to moje 4 i nieplanowane, a pozostała 3-jka była wystarana... no i mój mąż (jesteśmy fajną i dobrze dobraną parą), twierdzi, że dziewczyny są głośne i robią bałagan... a czekamy właśnie na 3-cią dziewczynkę...
Ja twierdzę, że są wspaniałe i kreatywne (brokat, wycinanki i te sprawy), ale mają wszystkie dużo, więc zrobić nieład to 3-sek roboty

)
Synuś jest kochany i pedancik

a ostatnio jak nie chciał posprzątać klocków, to mu mąż tłumaczył, że musi pomagać, bo ich jest tylko 2 i "z tymi babami" nie dadzą sobie rady.. coś w ten deseń.. no i mi smutno..
a do tego mam poczucie winy, że wyrodną matką jestem i powinnam skakać i klaskać uszami, że zaraz mała będzie z nami... chcę zakończenia ciąży, bo jestem zmęczona i bolą mnie plecy i mam problemy ze snem itp itd, ale jak myślę, że przyniosę że szpitala dziecko, to dopada mnie stres i poczucie zagrożenia...
Przepraszam, że truję i może wydaje się to wszystko absurdalne, ale przestaje sobie radzić z wypieraniem tych myśli.. a muszę znaleźć siły i energię dla dziecka, a przede wszystkim ogrom miłości..
