a u nas dramatyczna noc..
okolo 22 pablo obudzil kaszel...
ale po chwili zasnął.
po czym po 10 minutach zaczał sie dusic...chcial kaszlec a nie mogł, robił sie siny i nie mogł złapac powietrza...zaczał wymiotowac...
zadzwonilam na pogotowie.od razu pani przez tel kazała mi go ubierac.
zanim karetka przyjechała troche sie uspokoiło ale wciaz ciezko mu sie oddychało...do tego mial ogromne drgawki, tak nim telepało jakby normalnie mial jakąś padaczke....ale kontaktował i starałam sie go zabawiac.
temperatury nie miał, wręcz był lodowaty i blady.
pogotowie przyjechało po okolo 10 minutach...
generalnie objawy sie uspokoiły tylko wciąż mlody mial drgawki i kaszel taki szczekający, krtaniowy.
po zbadaniu pulsu stwierdzili ze jest za niski i trzeba jechac do szpitala bo to za male dziecko by to lekcewazyc.
tak wiec ubralismy sie szybko, poszłam damianowi wyjasnic co sie dzieje ale on spał jak zabity i chyba nawet nie kumał co do niego mowilam..
v. byl akurat w warszawie, na lotnisku tyle co wylądował po powrocie z norwegii.
w karetce mlody odzył, podobało mu sie wszystko...szczegolnie maska z tlenem

w szpitalu tez juz jakby bylo lepiej..
został przebadany przez pediatre i laryngologa i okazało sie ze to zapalenie krtani, gardła i migdałów.
na szczescie nie bylo potrzeby zostawiania go w szpitalu, a kolesie z karetki byli tacy fajni ze na nas zaczekali i odwiezli nas do domu.
tyle co sie najadłam strachu to koszmar.
polozylam mlodego do swojego lozka bo normalnie balam sie ze znow cos sie stanie, a nawet laryngolog powiedziala nam zeby go dzis w nocy pilnowac...
tak wiec mlody w domu, na antybiotyku. a najlepsze jest to ze jak się kladł o 19 to byl zupełnie zdrowy..mial tylko lekki katarek...
ale w szpitalu mowili nam ze teraz panują rozne dziwne infekcje ktore potrafią rozwinąć się w 2 godziny.
dzis chodze i wyglądam jak zombi bo calą noc spac nie moglam ciagle patrzylam czy mlody oddycha...
echhh