Jestem! :-)
Więc tak... ;-) Pojechaliśmy do szpitala na oddział porodowy, położna zaprosiła mnie do pokoiku i podpięła pod ktg na godzinę, później miał przyjść lekarz zbadać co z Maluszkiem i czy wody faktycznie się sączą, jak z rozwarciem i tak dalej... Ktg wyszło super, tętno Gabrysiątka w granicach 130-140 więc ok. Skurczyki minimalne na 20% max ;-)
Pielęgniarka mnie odpięła, za niecałe 10 minut był już lekarz. Wszedł, przedstawił się imieniem, sprawdził wziernikiem i orzekł, że szyjka zamknięta, wody ok, czop jeszcze nie odszedł i Dzidzia ma jeszcze dużo czasu.
Ale "coś" nam z moim Grześkiem nie grało...
Przy okazji pielęgniarka stwierdziła, że te usg jutro niepotrzebne, bo łożysko już jest wystarczająco wysoko, ale musi skonsultować. Wyszliśmy z sali, na korytarzu był mój pan doktor od badania i jeszcze jakiś inny, hindus. Podyskutowali i orzekli, że jednak mam jutro przyjechać na to usg. Zaintrygował mnie tylko identyfikator pielęgniarki - "Joanna Krynicki"

;-)

(pominę, że non stop gadaliśmy z nią po angielsku...)
Już wychodzimy, żegnamy się kulturalnie z Doktorkami, po czym "mój" doktor odzywa się ze śmiechem na ustach i PO POLSKU
- "skoro ma pani jutro możliwość przyjechać na to usg, niech pani przyjedzie. Nie zaszkodzi. Chodźcie, muszę was wypuścić z oddziału przy pomocy tej karty, bo inaczej nie wyjdziecie"...
Szczęka mi opadła...


:-)
Mam lekarza POLAKA w szpitalu!


Oh, yeah...

I pielęgniarkę Polkę...
Aaa... jeszcze dodam, że lekarz ma na imię Grzegorz (przedstawił się jako Greg...).