reklama

In vitro 2024 - refundacja

Kup sobie coś co poprawi Ci humor, zasłużyłaś! 🫂 I zrób plany na kolejne dni, żeby nie siedzieć samej w domu.

No niestety, życie nie jest sprawiedliwe. Z drugiej strony żyjemy w takich czasach ze na szczęście możemy skorzystać ze zdobyczy medycyny i in vitro daje dużą szansę na uzyskanie ciąży i urodzenie dziecka.

Widzę że rzeczywiście patrzysz bardzo pesymistycznie na tą procedurę. Ale może nie będzie tak źle? Może przed Wami będą same dobre wiadomości? Może tam w laboratorium właśnie dzielą się pięknie komóreczki z których powstanie kiedyś Wasz różowy dzidziuś? Albo nawet kilka :)

kiedy będą dzwonić embriolodzy? W piątej/szóstej dobie? Czy po drodze też?
Z jednej strony mnie to pociesza że możemy korzystać z IVF że to jest dalsza diagnoza że są różne sposoby do szczęścia jest te adopcja komórek z banku są różne opcje których kiedyś nie było. Ale z drugiej - czemu ja, czemu my… czemu tak… nigdy nie myślałam że tak będzie. I wiem że każda osoba która choruje na różne rzeczy zadaje sobie to samo pytanie, czemu ja…

Ja jakoś w głowę mi się coś stało, ja na wszystko patrzę pesymistycznie… mam wrażenie że już nic dobrego mnie nie może spotkać…

Dopiero w szóstej dobie, w poniedziałek będą dzwonić. Jeżeli nie dzwonią do tej pory znaczy że się nic nie dzieje i hodowla przebiega. Więc oddycham z ulgą za każdym dniem gdy nie ma telefonu. Brak wieści to dobre wieści.

Miałam już nawet dobry humor ostatnio, zajęłam się wyklejanien obrazków z diamencików i zajęłam sobie tym czas i ręce i było ok, ale teraz się przykleiła do łóżka i do telefonu i nie mogę przestać się pogrążać.
 
reklama
W ogóle to dziękuję za dobre słowa aż mam łzy w oczach ☹️ mój mąż jest zarobiony nawet ze mną nie może porozmawiać, terapię już w tym tygodniu miałam i czekam do kolejnego spotkania które będzie po wynikach hodowli…
 
W ogóle to dziękuję za dobre słowa aż mam łzy w oczach ☹️ mój mąż jest zarobiony nawet ze mną nie może porozmawiać, terapię już w tym tygodniu miałam i czekam do kolejnego spotkania które będzie po wynikach hodowli…
Może ten nastrój jest spowodowany schodzącymi z Ciebie hormonami? Daj sobie czas, może musisz po prostu te emocje zaakceptować na jakiś czas 🫂
Dobrze, że chodzisz na terapię, w takich momentach specjalista może dużo pomóc.
 
Może ten nastrój jest spowodowany schodzącymi z Ciebie hormonami? Daj sobie czas, może musisz po prostu te emocje zaakceptować na jakiś czas 🫂
Dobrze, że chodzisz na terapię, w takich momentach specjalista może dużo pomóc.
Może masz rację, ja w 6 dniu stymulacji patrzałam na wyniki zobaczyłam estradiol 2000 i prawie z krzesła spadłam przed wizyta sprawdzałam czy to normalny wynik. Potem już chyba nie miałam badanych hormonów ale to już były jakieś chore ilości…

Terapia to najlepsza rzecz naprawdę. Dostałam od terapeutki jedno zdanie na każdy dzień do powtarzania i dzisiaj żyję z myślą „Każdy etap tej drogi wnosi coś ważnego do mojego życia”. Więc sobie to dzisiaj powtarzam i staram się trzymać.
 
Może masz rację, ja w 6 dniu stymulacji patrzałam na wyniki zobaczyłam estradiol 2000 i prawie z krzesła spadłam przed wizyta sprawdzałam czy to normalny wynik. Potem już chyba nie miałam badanych hormonów ale to już były jakieś chore ilości…

Terapia to najlepsza rzecz naprawdę. Dostałam od terapeutki jedno zdanie na każdy dzień do powtarzania i dzisiaj żyję z myślą „Każdy etap tej drogi wnosi coś ważnego do mojego życia”. Więc sobie to dzisiaj powtarzam i staram się trzymać.
Pamiętaj, że nie jesteś sama. Każda z nas ma tutaj historie, bo nie bez powodu próbuje in vitro. Owszem, wielu się udaje... ale wiele też jest nigdy niewypowiedzianych słów o stratach, o bólu... Jesteśmy tutaj żeby wspierać się wzajemnie, bez oceniania. To bardzo ważna grupa.

Dla pocieszenia powiem Ci, że z moim mężem próbujemy 5 lat. Pierwsza punkcja, którą ciężko przeszłam dała 1 zarodek... poronienie... Kolejna procedura, kolejny transfer- mamy serduszko.... dwa tygodnie później leżę w szpitalu i zastanawiam się czy wystarczą tabletki poronne czy znów trzeba zrobić łyżeczkowanie... W międzyczasie moja siostra dwa razy zostaje mamą "od strzała". Można się załamać? No można...
Zaciskam znowu zęby i próbuje 3 raz. Jestem teraz w 12 tygodniu ciąży. Codziennie boję się jak cholera. Ale wiesz co? Jesteśmy silniejsze niż nam się wydaje. Ty też dasz radę!
 
Pamiętaj, że nie jesteś sama. Każda z nas ma tutaj historie, bo nie bez powodu próbuje in vitro. Owszem, wielu się udaje... ale wiele też jest nigdy niewypowiedzianych słów o stratach, o bólu... Jesteśmy tutaj żeby wspierać się wzajemnie, bez oceniania. To bardzo ważna grupa.

Dla pocieszenia powiem Ci, że z moim mężem próbujemy 5 lat. Pierwsza punkcja, którą ciężko przeszłam dała 1 zarodek... poronienie... Kolejna procedura, kolejny transfer- mamy serduszko.... dwa tygodnie później leżę w szpitalu i zastanawiam się czy wystarczą tabletki poronne czy znów trzeba zrobić łyżeczkowanie... W międzyczasie moja siostra dwa razy zostaje mamą "od strzała". Można się załamać? No można...
Zaciskam znowu zęby i próbuje 3 raz. Jestem teraz w 12 tygodniu ciąży. Codziennie boję się jak cholera. Ale wiesz co? Jesteśmy silniejsze niż nam się wydaje. Ty też dasz radę!
Ja właśnie jestem taka załamana ciążami wkoło ciążami w rodzinie, wszyscy naturalnie zachodzą w ciążę 😭😭😭😭. To mi sprawia taki ból, bo ile jest ludzi którzy nie powinni wychowywać dzieci, bo je krzywdzą - ma te dzieci od ręki. A my co… ja się boję że ja jestem słaba, w ogóle łatwo się załamuje ze wszystkim… nie wiem podziwiam was… podziwiam każdego kto walczy… ja drugi dzień po punkcji jestem pierwszy raz wyjdę z domu, tak bardzo źle to przeszłam. Boję się że wszystko ci przechodzę ten ból i te nerwy będą na nic… no dzisiaj mam bardzo bardzo zły dzień. Naprawdę…
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry