Jane Doe
Fanka BB :)
Z jednej strony mnie to pociesza że możemy korzystać z IVF że to jest dalsza diagnoza że są różne sposoby do szczęścia jest te adopcja komórek z banku są różne opcje których kiedyś nie było. Ale z drugiej - czemu ja, czemu my… czemu tak… nigdy nie myślałam że tak będzie. I wiem że każda osoba która choruje na różne rzeczy zadaje sobie to samo pytanie, czemu ja…Kup sobie coś co poprawi Ci humor, zasłużyłaś!I zrób plany na kolejne dni, żeby nie siedzieć samej w domu.
No niestety, życie nie jest sprawiedliwe. Z drugiej strony żyjemy w takich czasach ze na szczęście możemy skorzystać ze zdobyczy medycyny i in vitro daje dużą szansę na uzyskanie ciąży i urodzenie dziecka.
Widzę że rzeczywiście patrzysz bardzo pesymistycznie na tą procedurę. Ale może nie będzie tak źle? Może przed Wami będą same dobre wiadomości? Może tam w laboratorium właśnie dzielą się pięknie komóreczki z których powstanie kiedyś Wasz różowy dzidziuś? Albo nawet kilka
kiedy będą dzwonić embriolodzy? W piątej/szóstej dobie? Czy po drodze też?
Ja jakoś w głowę mi się coś stało, ja na wszystko patrzę pesymistycznie… mam wrażenie że już nic dobrego mnie nie może spotkać…
Dopiero w szóstej dobie, w poniedziałek będą dzwonić. Jeżeli nie dzwonią do tej pory znaczy że się nic nie dzieje i hodowla przebiega. Więc oddycham z ulgą za każdym dniem gdy nie ma telefonu. Brak wieści to dobre wieści.
Miałam już nawet dobry humor ostatnio, zajęłam się wyklejanien obrazków z diamencików i zajęłam sobie tym czas i ręce i było ok, ale teraz się przykleiła do łóżka i do telefonu i nie mogę przestać się pogrążać.