reklama

In vitro 2024 - refundacja

reklama
Dziewczyny albo mnie oczy mylą albo mam cień cienia cienia na teście (dzisiaj 4dpt ) mąż oczywiście nic nie widzi 🙄
Widzę na drugim zdjęciu. Moja pierwsza kreska w 4 dpt wyglądała bardzo podobnie i mąż też jej nie widział, a dziś kończy 4 tygodnie. 🥹 Trzymam kciuki, żeby Twoja z dnia na dzień była bardziej wyrazista. 🍀
 
Dziewczyny jednak dzisiaj zasuwam na betę ☺️ Są widoczniejsze na żywo i bardziej różowe
 

Załączniki

  • MVIMG_20260226_065313.jpg
    MVIMG_20260226_065313.jpg
    556,8 KB · Wyświetleń: 59
Witam wszystkich…
Na początku wspomnę, że pisałam na wątku dot. dawstwa komórek, ale tam chyba nikt się nie udziela.
Jestem tu pierwszy raz, bo zapewne doskwiera mi to, co większości kobiet mierzących się z decyzją adopcji komórki.
Mam 44 lata, za tydzień już 45, więc pewnego rodzaju przełom. Nie mam dzieci. Od dawna choruje na Hashimoto, adenomioze i endometriozę. Dodatkowo hiperprolaktynemia. Ciężko mówić o leczeniu, mieszkam w mieście, gdzie każdy badający mnie lekarz mówi o usunięciu macicy. 🤦🏼‍♀️ Oststnia kurację hormonalną postanowiłam przerwać na własną rękę i zasięgnąć porady dot. in vitro. Tak trafiłam do kliniki. Bardzo szybkie działanie, bo już w kolejnym cyklu przeszłam stymulację w celu próby uzyskania własnych komórek. Finalnie udało się uzyskać dwa zarodki, z czego żaden się nie rozwinął. Zaproponowano nam adopcję komórek. Jesteśmy na etapie podejmowania decyzji.
I tu pojawia się masę pytań i wątpliwości. 🫣 Co Wy o tym myślicie? Może jest tu ktoś w podobnej sytuacji i chciałby podzielić się swoim doświadczeniem?
 
Witam wszystkich…
Na początku wspomnę, że pisałam na wątku dot. dawstwa komórek, ale tam chyba nikt się nie udziela.
Jestem tu pierwszy raz, bo zapewne doskwiera mi to, co większości kobiet mierzących się z decyzją adopcji komórki.
Mam 44 lata, za tydzień już 45, więc pewnego rodzaju przełom. Nie mam dzieci. Od dawna choruje na Hashimoto, adenomioze i endometriozę. Dodatkowo hiperprolaktynemia. Ciężko mówić o leczeniu, mieszkam w mieście, gdzie każdy badający mnie lekarz mówi o usunięciu macicy. 🤦🏼‍♀️ Oststnia kurację hormonalną postanowiłam przerwać na własną rękę i zasięgnąć porady dot. in vitro. Tak trafiłam do kliniki. Bardzo szybkie działanie, bo już w kolejnym cyklu przeszłam stymulację w celu próby uzyskania własnych komórek. Finalnie udało się uzyskać dwa zarodki, z czego żaden się nie rozwinął. Zaproponowano nam adopcję komórek. Jesteśmy na etapie podejmowania decyzji.
I tu pojawia się masę pytań i wątpliwości. 🫣 Co Wy o tym myślicie? Może jest tu ktoś w podobnej sytuacji i chciałby podzielić się swoim doświadczeniem?
Ja poszłam do kliniki z mężem po komórkę ale udało się nam na moich. U mnie zupełnie inna sytuacja. Ale chciałam bardzo dziecka. Długo walczyliśmy.
 
reklama
Brałam zastrzyki te co są do in vitro przez rok. W każdym cyklu. Po roku udało się mieć 3 zarodki z czego mam 2 córki.
Z ostatniej stymulacji mam 7 zarodków. Więc różnie to bywa
WOW! Nie miałam pojęcia, że są takie praktyki. To pewnie zależy od powodu niepłodności, których u mnie może być kilka. Gratuluję, bo to ogromne osiągnięcie!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry