• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Kącik małego smakosza

dawidowe u nas też gołębie. Małż chciał kiedyś dogodzić ptaszkom i położył resztkę bułki na parapecie. wrrrr...od tamtego razu non stop przylatywały :wściekła/y: nic tam już przecież nie było a one i tak codziennie przylatywały i sr... na parapet. No i w końcu małż wykorzystał doswiadczenie i...zrzucił kromkę chleba na parapet sąsiadki pod nami :-D i teraz tam sobie przesiadują a jak siądzie na naszym któryś to ja robie takie głośne buuu i z zawałem serca uciekają :-)
 
reklama
Emiliab pisałaś że nie wiesz gdzie Frankowi wcisnać owocki, ja dzis pojechałam Twoim schematem i chyba to bedzie nasza droga do sukcesu (mam nadzieje że nie zapesze) a owocki wcisnęłam mu pomiedzy ostatnimi karmieniami, dałam tak:
7:00 210 mleka zageszczonego
11:00 połowa dużego słoika obiadku + połowa małego słoika marchewki
15:00 210 mleka zageszczonego
17:00 owocki cały słoik
19:00 210 mleka zageszczonego

My się karmimy podobnie jak wy. Może niekoniecznie w takiej ilości, ale młody jeszcze w nocy pocyca, więc nie narzekam. No i nie całego mleczka wszystkiego zagęszczać, bo są problemy z kupką. Co do owoców, to ja daję ok. pół godziny albo godzinę po obiadku. Wojtek zjada trochę mniej obiadku niż Franek, bo tylko mały słoiczek. Na raz więcej nie daje rady a za chwilę musi dojeść. Dzisiaj mu nie dałam tych owoców, bo padł zaraz po obiedzie. Spał wyjątkowo długo (2 godziny) i obudził się z niesamowitym rykiem. Był baaardzo głodny. Owocki próbowałam mu dać, ale za wolno ruszałam łyżką i po połowie słoiczka dopchałam go 90ml mm. O tyle bez sensu, że potem o 15:00 oczywiście zjadł mniej mleczka niż zwykle.

dawidowe w Azji jedzą naszych domowych pupili, więc podejrzewam, że to faktycznie główny powód ich braku na ulicach.

happybeti folia faktycznie działa, ale ponoć te france łatwo się uczą i po jakimś czasie znowu będą wracały.
 
aniawa z tym drobiem chodziło o mnie,oczywiście czasem jem inne mięso, ale np konia, sarny, króliczka na pewno bym nie zjadła!
a co do zajęć dzieci to mam inne podejście, ale każdy wychowuje jak chce, mnie argumenty naszych wykładowców na uczelni przekonały
rzutka napisz trochę jeszcze takich rewelacji o zwierzątkach to może znowu mi się uda wrócić do wegetarianizmu
lolisza i jak długo chcesz być na słoikach? bo ja się zastanawiam właśnie, kiedy jednak będzie bezpieczniej przejść na normalne jedzenie, no bo przecież całe życie słoików jeść nie będą nasze dzieciaczki ;-)
dawidowe mam takie samo podejście do mleka, gdybym miała zjeść zupę mleczną to bym wolała głodować, mleka ciepłego nie wypiję oprócz właśnie z kakaem, a i płatki też robię na takim prosto z lodówki
a to wcześniej nie dostałaś recepty na devicap??
 
Ale na ocieplenie ich wizerunku powiem, że łączą się w pary na całe życie. Dawidowe lepiej Ci ? hehe ;-)
Kurde, mój mąż oczywiście zakupił tran, ale o smaku "tutti-frutti". Ja nie mogę, i tłumacz takiemu, że bezsmakowy...
Dobra, ten dostaną psy do żarcia. Tylko, że na nim jest napisane, że dla dzieci od 3 roku życia. Czyli zły kupił i są jakieś dla mniejszych dzieci czy może być taki tylko właśnie w maleńkiej ilości ?
To jest ten Mollers.
 
Ostatnia edycja:
natolin ja wcale nie jestem zwolennikiem wielu zajęć dla dzieci, ale jeżeli moje dziecko chce to niech idzie. Nie będę jej ograniczała. Znam argumenty przeciw i nigdy bym nie zmusiła dziecka do uczęszczania gdziekolwiek dla mojej satysfakcji (wyjątkiem jest język). Swoją drogą dzieci mają słomiany zapał. Młoda chciała tańczyć- ok. Nie wiem czy wytrwała rok. Wcześniej chciała chodzić na jakieś zajęcia muzyczne,to jej wynalazłam w ognisku muzycznym. Po jakimś czasie też jej się znudziło. Kółko gier planszowych- szybko poszło w zapomnienie. Zgadzam się na jej wymysły, ale pod jednym warunkiem- na wybrane przez siebie zajęcia musi chodzić do końca danego semestru. Nie będę za coś płaciła, żeby ona po dwóch miesiącach rezygnowała. To też w jakiś sposób ją ogranicza. No i jeszcze kwestia basenu. Bardzo jej się podobało i chciała chodzić, ale pan kazał ćwiczyć a ona nie lubi jak jej każą coś robić. Tu bardziej miała walkę sama ze sobą. Albo chodzi i ćwiczy, albo wcale nie chodzi. Miała dylemat dziewczyna.
Teraz zajęcia pozalekcyjne ma w szkole i sama wybierała na co chce chodzić. Ja tylko podpisywałam zgody, które przynosiła do domu. Chce grać na cymbałkach- proszę bardzo. Chce tańczyć i śpiewać w zespole- ok. Kółko komputerowe- przyda jej się a w domu nie może sobie posiedzieć przed kompem. Chodzi na kółka a i tak chce jeszcze zostawać na świetlicy, żeby pogadać z koleżankami, więc odbieram ją o 15:00. W szkole wszyscy się śmieją, że o której bym nie przyszła jest afera- młoda głośno wyraża swoje niezadowolenie, że musi opuścić mury szkoły :-) Ciekawe jaki będzie Wojtuś. Też taka powsinoga czy jednak większy domator...

Rzutka oni w większości tak mają. Mój jak go wysyłam po coś do apteki, to najczęściej jedzie, dzwoni do mnie i każe mi rozmawiać z farmaceutką przez telefon. Mam sama tłumaczyć czego chcę, żeby nie było, że kupił coś nie tak. Oczywiście to wcale nie oznacza, że kupuje co trzeba, bo niekiedy wydaje mu się, że wszystko wie. No, a wtedy...
 
Ostatnia edycja:
Dawidowe, a one mają lub miały choć raz gniazdo u Ciebie na balkonie ?
Niestety gołębie to takie mendy, że jak raz gdzieś gniazdo założą to tam wracają. Dlatego jedną z metod jest usuwanie gniazd i wywalanie jaj. Osobiście tak jak tych zasrańców nie lubię, tak bym chyba nie miała odwagi zniszczyć im jajeczek. Można jakąś imitację wielkiego ptaka nakleić na szybę, albo właśnie jakieś świecidełka.

przede mna mieszkała taka dziewczyna brudaska i ogolnie ona nawet n balkon nie wychodziła. Mieszkałam z nia 6 miesiecy i sie nszczescie wyrpwadziłą i po niej przejełam całą chałupe. Ona w pokoju miała 3 szafy i nigdy nie widziałam aby kiedykolwiek były zamkniete. Drzwiczki słyzyły jako wieszaki. Zawsze jak wychodziła z domu to otwierała balkon na szerokosc nawet jak było -20. Wtedy wyobrazcie jaka temperatura była w całym mieszkaniu brrr. Nic nie pomagały prosby ze ja tez mieszkam. Chyba ze bym dała w morde.
Jak sie wyprowadziłą to było gniazdo gołebi a na wiosne jak zaczełam wyrzucac wszystko z balkonu (co tam nie było) to nawet było jajko. Nie miałam odwagi go wyrzucic. Wkoncu było ocieplanie budynku i jak robotnicy weszli na balpn to go wurzucili i teraz te cholery wracaja. Jak zobacze kilka patyczkó to je ciach a one ciepliwe i donosza i tak codziennie przez 3 lata.

Nie chiała mi dac recepty na devikap wczesnije dopiero teraz dała.
 
Ostatnia edycja:
Jak to nie chciała?!!!Nie rozumiem...ta lekarka za jakąś ułomną cie uważała,że nie będziesz umiała kropelki odmierzyć,czy może ma kontrakt z firmą produkującą kapsułki?Noż,masakra!
 
reklama
Ja powoli chcę zacząć małemu sama gotować. Nawet znalazłam sobie przepisy w necie, bo ja tam uzdolniona kulinarnie nie jestem. No i teraz zastanawiam się nad tym jak to przechowywać. Wiem że poruszyłyście ten temat chyba na wątku głównym,ale zadam pytanie tutaj.
No bo jeśli ugotuję sobie np taką zupkę i dam do słoiczków i zamrożę to ile czasu mogą sobie one tak leżeć w tej zamrażarce?
A ile mogą sobie poleżeć jeśli je zawekuję? Tak na marginesie dodam,że te słoiczki po gerberkach, hipp, bobovita nie nadają się do wekowania.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry