natolin ja wcale nie jestem zwolennikiem wielu zajęć dla dzieci, ale jeżeli moje dziecko chce to niech idzie. Nie będę jej ograniczała. Znam argumenty przeciw i nigdy bym nie zmusiła dziecka do uczęszczania gdziekolwiek dla mojej satysfakcji (wyjątkiem jest język). Swoją drogą dzieci mają słomiany zapał. Młoda chciała tańczyć- ok. Nie wiem czy wytrwała rok. Wcześniej chciała chodzić na jakieś zajęcia muzyczne,to jej wynalazłam w ognisku muzycznym. Po jakimś czasie też jej się znudziło. Kółko gier planszowych- szybko poszło w zapomnienie. Zgadzam się na jej wymysły, ale pod jednym warunkiem- na wybrane przez siebie zajęcia musi chodzić do końca danego semestru. Nie będę za coś płaciła, żeby ona po dwóch miesiącach rezygnowała. To też w jakiś sposób ją ogranicza. No i jeszcze kwestia basenu. Bardzo jej się podobało i chciała chodzić, ale pan kazał ćwiczyć a ona nie lubi jak jej każą coś robić. Tu bardziej miała walkę sama ze sobą. Albo chodzi i ćwiczy, albo wcale nie chodzi. Miała dylemat dziewczyna.
Teraz zajęcia pozalekcyjne ma w szkole i sama wybierała na co chce chodzić. Ja tylko podpisywałam zgody, które przynosiła do domu. Chce grać na cymbałkach- proszę bardzo. Chce tańczyć i śpiewać w zespole- ok. Kółko komputerowe- przyda jej się a w domu nie może sobie posiedzieć przed kompem. Chodzi na kółka a i tak chce jeszcze zostawać na świetlicy, żeby pogadać z koleżankami, więc odbieram ją o 15:00. W szkole wszyscy się śmieją, że o której bym nie przyszła jest afera- młoda głośno wyraża swoje niezadowolenie, że musi opuścić mury szkoły :-) Ciekawe jaki będzie Wojtuś. Też taka powsinoga czy jednak większy domator...
Rzutka oni w większości tak mają. Mój jak go wysyłam po coś do apteki, to najczęściej jedzie, dzwoni do mnie i każe mi rozmawiać z farmaceutką przez telefon. Mam sama tłumaczyć czego chcę, żeby nie było, że kupił coś nie tak. Oczywiście to wcale nie oznacza, że kupuje co trzeba, bo niekiedy wydaje mu się, że wszystko wie. No, a wtedy...