Witajcie :-)
Karmienie i żółtaczka to 2 moje bolączki od urodzenia Krzysia.
Od początku ze ssaniem były problemy i w szpitalu co połozna, to każda miała inne zdanie i rady. Mały miał żółtaczkę, więc kazały go karmić strzykawka i sondą by nie tracił sił a walczył z żółtaczką, do tego jeszcze gadały że nie mam pokarmu.
A mi od początku coś kapało, a jak dziecko nie potrafiło się przyssać, to skąd niby miało być więcej

Ale z tym sobie poradziłam, zaczęłam odciągać i miałam tyle pokarmu, że szok. W domu zaczęliśmy mu podawać moje mleko z butli, bo ciągle nie chciał inaczej. Ale to był koszmar, ciągle odciągałam i się denerwowałam, że coraz mniej, no i walczylismy z cycem. Potem przez 4 dni dostawał sztuczne ze względu na żółtaczkę. Jak wróciłam do mojego, to dalej się dołowałam, że mało, więc podawałam na zmianę ze sztucznym.
Ostatnio udaje się karmienie przez nakładki - w końcu je z cyca. Dobrze, że chociaż tak. Parę razy się zapomniał i pociągnął bezposrednio z piersi, ale tak to nie chce - strasznie przy tym płacze i walczy.
Przestałam się przejmować ile pokarmu odciągam, bo karmię z piersi. Mimo wszystko tez odciagam by mieć więcej i piję herbatki.
Mały niestety ma kolki, często boli go brzuszek. Strasznie mi go szkoda, ale ciężko coś poradzić. Dostaje Esputicon 3 razy na dobę (juz w szpitalu zalecili) ale i tak sa problemy.
Stąd mam niewiele czasu dla siebie, ten wątek nadrabiałam cały tydzień po kawałeczku.
Coraz bardziej zastanawiam się nad smoczkiem, ale póki co jeszcze się pomęczymy...