Oj Mandrzejczuk...
Czytanie ze zrozumieniem to nie jest Twoja najmocniejsza strona. Przeczytasz ze dwa zdania czyjejś wypowiedzi, uznajesz że się nie zgadzasz i już nie strasz się zrozumieć co piszący miał na myśli. Przeczytaj jeszcze raz mój post o jedzeniu i jeśli nadal będziesz uważać że krytykuję w nim matki karmiące mm lub podające kaszki to przysięgam, że każdy następny post będę pisała z mnóstwem wyjaśnień, specjalnie dla Ciebie. I nie przeszkadza mi co piszesz a forma.
A jeśli Tobie przeszkadza, że ktoś dzieli się doświadczeniem, lub wiedzą, lub własnym zdaniem... To Twój problem. Od tego jest forum.
PRZYSIĘGAM, ŻE WIĘCEJ NIE PODNIOSĘ TEMATU DZIEWCZYNY, BO NIE BĘDĘ TROLINGOWAĆ TUTAJ. tyle na temat.
_______________________________________________________________________________________________________
A co do tego, że lekarze idą na łatwiznę to fakt. Miałam okropne problemy z karmieniem córki. Była niespokojna, krzyczała przy jedzeniu i po jedzeniu. Oczywiście najpierw była to niby moja wina bo jadłam coś co jej szkodziło. Skończyło się na tym, że jadłam kromkę pszennego z szynką z indyka i kopytka na obiad. I nic więcej. A dziecko dalej się darło. Jak dawałam mm też się darło. Potem każdy lekarz zwalał to na rozszczep - te dzieci tak mogą mieć. A co myśmy przeżyli to tylko my wiemy. Nic przyjemnego jak dziecko z głodem rzuca się na butelkę a po kilku łykach krzyczy jakby kwas solny piło. Nikt nie potrafił nam pomóc a my musieliśmy dosłownie wlewać w to dziecko jedzenie żeby z głodu nie umarło... Zagadkę rozwiązaliśmy sami ostatecznie, ale po kilku miesiącach niestety.
Mi Młodego wysypało po fistaszkach ale boję się znowu spróbować je zjeść bo jakby to miało mu zostać i przerodzić się w alergię to dramat bo alergia na orzeszki ziemne jest bardzo groźna.
A Mati ostatnio dostał banana świeżego. Jadłam sama i mu naskrobałam

Na drugi dzień go wydalił niemal niestrawionego


